fbpx
Zwift, Gra Czy Prawdziwy Trening

Zwift to taka gra czy może da się zrobić prawdziwy trening? Każdy kto chociaż raz próbował jeździć zimą na trenażerze wie, że jest to po prostu nudne… Jesienią zeszłego roku jednak staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami trenażera SMART marki Wahoo i postanowiliśmy spróbować czegoś innego. Na początku byliśmy do tego nastawieni dosyć sceptycznie, taka gra komputerowa. Z pewnością jej zaletą jest to, że może mieć pozytywny wpływ na nasze zdrowie. Ćwiczymy troche więcej mięśni niż mięśnie dłoni. 🙂

Ile to kosztuje

Nie będziemy pisać jak należy wszystko połączyć, bo nie wiemy. Napiszemy jak to zrobiliśmy, skoro „udało się wszytko uruchomić to pewnie właśnie tak trzeba. 🙂

Zaczęliśmy od tego, że zarejestrowaliśmy konto na Zwift, 7 dni jest za darmo, a później jest miesięczna opłat 14,99 USD. Dodatkowo w każdym miesiącu mamy do przejechania darmowe 25 km, jest to jakieś rozwiązanie, jeżeli pogoda nie będzie sprzyjać. Kolejnym krokiem było ściągniecie aplikacji na iPad oraz połączenie z trenażerem. Ten drugi krok zajął nam trochę czasu, nie wiedzieć dlaczego ale najpierw musimy włączyć aplikację, a następnie sam trenażer podłączyć do zasilania. Może gdzieś w jakiejś instrukcji ktoś o tym napisał. 😉 Na końcu zakładamy pasek do mierzenia tętna i na ekranie iPad widać, że mamy wszytko podłączone.

Przed każdą jazdą robiliśmy kalibrację trenażera. Wystarczy kliknąć ikonkę z kluczem i rozpędzić się do 37 km/h. Aplikacja będzie nam pisała co mamy robić.

Można powiedzieć, że wszystko jest gotowe. Zaczynam grać w kolarstwo, a może Zwift to jednak trening?

Światy Zwift

Mamy do dyspozycji kilka różnych tras z różnymi krajobrazami. Można jeździć po Manhattanie w Nowym Jorku, gdzie mamy dodatkowo stworzoną przez autorów trasę prowadzącą platformami nad wyspą. Nam się podobały trasy w samym parku, te platformy nie pasują nam do tego świata.

Kolejnym jest Londyn i tutaj nie ma nic od autorów, zwiedzamy zabytki w Centrum, możemy też udać się poza miasto. Jest trochę podjazdów, możemy przejechać przez stację metra (to chyba jednak wizja programistów, nie byliśmy co prawda w Londynie, jednak na codzień pewnie nie da się jeździć w metrze rowerem 😉 ), kilka pomników zostało zamienionych na „kolarskie”. Widać, że poczucie humoru nie opuszcza grafików pracujących nad aplikacją.

Do dyspozycji jest trasa Mistrzostwa Świata w Richmond. Są odwzorowane wszystkie najtrudniejsze elementy, łącznie z dwoma bardzo sztywnymi podjazdami. Jednak ta trasa również nie należy do naszych ulubionych. Pewnie dlatego, że wolimy długi podjazdy, a nie krótkie „sztajfy”.

Skoro już o Mistrzostwach Świata, to jest również trasa z Insbrucka. Cóż, tą lubimy najbardziej. Mamy małą pętle, która jest z krótkim podjazdem. Odwzorowano też długą pętlę, która ma prawdziwą alpejską wspinaczkę. Tak więc jak ktoś nie chce jechać po dużych górach, to zawsze może pokręcić na mniejszej pętli, z jedną „sztajfą”.

Pozostał nam jeszcze całkiem wirtualny świat, Watopia. Tutaj naprawdę bardzo dużo się dzieje. Czas umila nadmorska promenada, możemy wjechać do wnętrza wulkanu czy też jeździć po dżungli. Możemy pojechać w duże góry czyli Alp d’Zwift. Ten podjazd jest dokładnym odwzorowanie podjazdu na Alp d’Huez. Krajobraz się zmienia i na końcu jesteśmy w wysokich górach i wokół nas leży śnieg.

Tuż przed Giro d’Italia pojawiła się jeszcze trasa pierwszego etapu, jazdy indywidualnej na czas w Bolognii. Była dostępna przez kilka dni i co pół godziny był wyścig, gdzie można było spróbować swoich siły i porównać się z zawodowcami, którzy na niej naprawdę jechali. Czy wróci jeszcze, tego na razie nie wiadomo.

Prawdziwy trening?

W Zwift możemy też jeździć na kilka sposobów. Można po prostu pojechać na jedną z tras i sobie kręcić jak na niedzielnej wycieczce. Można wystartować w wyścigu, pojechać w tak zwanym Group Ride oraz realizować wcześniej zaplanowane treningi. Jest również sposób na załadowanie własnego treningu, jednak, nie znamy się na planowaniu treningów, a po drugie był już gotowy plan jaki nam w miarę pasował. Dwanaście tygodni na poprawienie FTP. Bo jak wiecie dla nas cyferki nie są ważne. 😉

Na początku programu trzeba zrobić test, ponieważ cały plan jest oparty właśnie na FTP. Zrobiliśmy test i tutaj od razu wielkie oczy… Nasze FTP jest jakieś 20% niższe niż nam się wydawało. Nie robiliśmy testu przez prawie półtora roku i myśleliśmy, że nic się nie zmieniło. Od razu też wiedzieliśmy skąd te skurcze na wyścigach… Niestety organizmu nie da się oszukać…

Nie będziemy się rozpisywać jak wyglądał program, można to sprawdzić w aplikacji. Zrealizowaliśmy go w 75%, ponieważ niektóre treningi wypadły przez wyjazdy i chorobę. Najważniejsze jest to, że na koniec programu znowu jest test. Nasze FTP podniosło się o około 10%. Tak więc można powiedzieć, że dobra robota. 🙂 Zwift, okazał się narzędziem które spowodowało, że był to trening, a nie gra.

Najważniejsza informacja jest taka, że podczas treningu jest wyłączony ERG mode, czyli nasz trenażer przestaje być SMART i pod górę nie zwiększa się opór, tylko spada prędkość na ekranie. Znowu jadąc w dół i tak musimy kręcić, bo jak nie to się zatrzymamy.

Jak wybieramy plany to Zwift już zaczyna być narzędziem do treningu, a mniej grą.

Wyścigi, jazdy grupowe czyli Zwift jako gra.

Nasz gen rywalizacji kazał nam wziąć udział w wyścigu, nawet nie jednym. 🙂 Nie próbowaliśmy walczyć z czołówką, raczej szukaliśmy sobie grupy z którą staraliśmy się jechać wspólnie pracując i ewentualnie na finiszu chcieliśmy z niej wygrać. Czasem to „zrobiliśmy”, a czasem ktoś nas „zrobił” na ostatnich metrach. Zawsze staraliśmy się zaatakować na jakieś 1000 – 1500 metrów przed metą, bo raczej nie jesteśmy sprinterami i wolimy długi finisz.

Nie jest to jednak dla nas jakaś super fajna forma rywalizacji. Wolimy jednak wyścig w realnych warunkach. Tutaj ERG mode jest włączony. Istnieje podobno możliwość sterowania nim, jednak w ogóle się w to nie zagłębialiśmy. 🙂

Dużo ciekawsze dla nas były jazdy grupowe. Mają one dwie formy. Jedziemy z dwoma osobami, które są oznaczone, lider żółtym kolorem, a czerwonym, zamykający grupę. Jak zaczynamy zostawać to widzimy jasny snop światła w górę. Tutaj powinniśmy słuchać komend lidera, jednak jeżeli tego nie będziemy robić to w sumie nic wielkiego się nie stanie. Nam się kilka razy zdarzyło, że chcieliśmy brać udział w sprintach, a po kolejnym gasło światło i kończyliśmy daleko za zamykającym.

Inaczej jest jak bierzemy udział w treningu grupowym. Tutaj aplikacja dopasowuje nam wszystko do poziomu FTP i „wyrównuje” naszą prędkość do grupy. Jak przy planie treningowym ERG mode jest wyłączony.

Przy jazdach grupowych bardzo często jest dużo interakcji między uczestnikami na czacie. W wielu wypadkach widać czytając, że osoby jadące z nami długo się znają. Opowiadają sobie o wyjazdach weekendowych, planach startowych czy ostatnich zawodach. Komunikacja odbywa się jednak w języku angielskim. Dla nas było to dosyć trudne, żeby coś pisać, ponieważ iPad na kierownicy nie jest zbyt stabilny, a i tak wszystko podłączaliśmy do telewizora.

A na dodatek podczas podjazdu na Alpe d’Zwift zaczęło nam brakować kasety. Cóż zabawa czy gra? Spróbujcie i nam napiszcie. 😉

Zwift, gra czy prawdziwy trening?

Nie będziemy opisywać wszystkich szczegółów technicznych. Możecie przeczytać wiele informacja na stronach Zwift oraz Zwift Hacks. My na sam koniec odkryliśmy jeszcze jedną rzecz. Jest aplikacja na telefon, która nazywa się Companion. W chwili kiedy nasz telefon jest w tej samej sieci WiFi co urządzenie na którym mamy aplikację Zwift to możemy się dużo łatwiej komunikować z innymi. Można dać lajka, można pokazać łokciem, że chcemy zmianę, a można też pomachać do mijanego kolarza. Istniej możliwość automatycznego transferowania treningów do Garmin, Strava oraz Training Peaks. Niestety był okres, kiedy komunikacja z Garmin nawalała i wtedy chcąc mieć całą historię transferowaliśmy pliki ręcznie.

Generalnie jest to fajna zabawa, trochę gra komputerowa, jednak jak pokazuje nasz przykład, można również robić dobry amatorski trening, który, co najważniejsze przynosi efekty. Dla nas Zwift czasem był jak gra, wyścigi, a czasem jak prawdziwy trening.

Cóż, teraz pora wyjść na szosę, może wiosna w końcu będzie łaskawsza i do zobaczenie w wirtualnym świecie jesienią.

This Post Has One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.