fbpx
Wyprawa Do Czech

W weekend był wypad do Monachium na targi ISPO, po przyjeździe do Biathlonu szybkie narty i wpadł nam do głowy pomysł „Wyprawa do Czech”. Blondynka z jednej reklamy miała do „Czech” za darmo, a my blisko więc trzeba było sprawdzić. O trasach po tamtej stronie granicy słyszeliśmy bardzo dużo dobrego od wielu osób. Byliśmy kiedyś biegnąc od Jakuszyc i przechodząc przez mostek na Izerze. Wtedy pogoda była bardzo kiepska i mało co było widać. Skończyło się na szybkim piwie i powrocie do Jakuszyc. Teraz postanowiliśmy podjechać samochodem, zawsze to o jakieś 14 – 15 km mniej w nogach (trasa z Polany Jakuszyckiej do Jizerki). Mieliśmy w głowie widoki, które można podziwiać w lecie, jak zimą jest podobnie to będzie cudnie. 🙂

Przygotowania

Rano po śniadaniu bez zbędnego pośpiechu, pogoda za oknem raczej marna, spakowaliśmy narty do samochodu i ruszyli. Wyprawa była dobrze przygotowana, mieliśmy zapas picia i jedzenia, który powinienem nam pomóc przetrwać trudy całego przedsięwzięcia. Na wszelki wypadek zabraliśmy też odzież na zmianę. Nie mieliśmy tylko czołówek, ten kardynalny błąd na szczęście uszedł nam bezkarnie i nie ponieśliśmy żadnych konsekwencji. Niestety nie posiadaliśmy również mapy, co okazało się w pewnym momencie kluczowe.

Podróż samochodem nie trwała długo, na granicy nie było kolejki TIR-ów i korzystając z dobrodziejstw bycia w strefie Schengen po chwili byliśmy w Czechach. Zjazd do Harrachova, później dalej w kierunku na Tanvald, po minięciu skrętu na Szpindlerowy Młyn i przejechaniu jakichś 700 metrów jesteśmy na moście. Zaraz za mostem skręt w prawo w kierunku na Polubny. Znamy tą trasę z naszych przejazdów rowerem. Cały czas trzymając się głównej drogi pniemy się serpentynami w górę. Mijamy dworzec kolejowy, jeszcze kilka serpentyn i powoli widać kościół. Po prawej jest nieczynny Sport Hotel,  przed nim skręcamy w prawo. Jedziemy powoli, droga coraz węższa. Latem jest na niej mało miejsca, a teraz jeszcze zaspy… Po jakichś 700 metrach po lewej zatrzymujemy się na dużym parkingu. Uff, odcinek samochodowy pokonany. 🙂

Przebieramy buty, rozpakowujemy sprzęt, nie bardzo wiemy gdzie iść… jest na szczęście duża grupa Czechów z nartami i postanawiamy pójść ich śladem. Płacimy za parking, i eureka, stoi mapa z zaznaczonym punktem gdzie jesteśmy. Szybkie spojrzenie na mapę, Jizerka, Smědava, wszystko wiemy.

Początek trasy

Ruszamy, śnieg troszeczkę zmienił się w beton, narty z łuską działają jakby gorzej… trzeba dobrze się na rękach zapierać, żeby nie zmienić kierunku jazdy i nie zacząć jechać w tył. Idziemy wzdłuż szosy, którą znamy z lata. Po około 800 metrach dochodzimy do miejsca gdzie stoi dosyć duża grupa, jednak po drugiej stronie ulicy. Postanawiamy przejść na drugą stronę, szybkie spojrzenie na mapę (była duża tablica informacyjna), na trasę, tak to dobra decyzja. Wczoraj prawdopodobnie jechał ratrak, powinno być lepiej. Trasa cały czas pnie się w górę, korzystamy z zapasów picia i jedzenia, dbając o to, żeby się nie odwodnić i nie zagłodzić, przed nami jeszcze wiele kilometrów.

Przebiegamy prawie 6 kilometrów i jesteśmy na skrzyżowaniu. Są jakieś znaki, jednak nie mamy pewności. Można w dół, można dalej lekko pod górę i można ostro pod górę. Pytam Czecha, „Na Jizerku?”, a on ku naszemu przerażeniu mówi „na horu”. No nic, mamy nadzieję, że na tym lodowisku uda się jednak podejść bez raków i czekana (oprócz czołówek to kolejna rzecz, której nie mamy).

Na szczęście było to nie całe 500 metrów, jesteśmy na kolejnym skrzyżowaniu i… są znaki na… Decathlon ale nie na Jizerkę. Podbiegamy w lewo, żeby zobaczyć co tam jest, nie wiele widać, las… Po chwili przybiega czeska rodzina i pokazuję nam, że w prawo. Przed nami około dwóch kilometrów zjazdu, dosyć wąsko i twardo więc za bardzo się nie rozpędzamy.

Czeskie jedzenie

Szybciutko znajdujemy się w Jizerce, przed nami hotel Hotel Panský dům. Postanawiamy zrobić przerwę regeneracyjną ogrzać się w cieple, ekstremalna temperatura na poziomie -3 stopnie Celsjusza dała nam w kość. Wchodzimy do środka, jakże inaczej niż w Orlu lub Chatce Górzystów, ciepło, sucho. Wchodzimy do restauracji, w powietrzu unosi się delikatny zapach, będzie smacznie. Błyskawiczna decyzja, 2x gulasz wołowy z knedlikami, herbata, małe piwo. Smědava chyba zaczeka na następną okazję. 😉

Gulasz pyszny, dostaliśmy też bardzo dobrą surówkę z kapusty i knedliki. Knedliki jak knedliki, jedni je uwielbiają inni nie znoszą. 🙂 Skoro to koniec wyprawy i trzeba tylko wrócić do samochodu postanawiamy na deser wypić po czekoladzie. Pyszna, prawdziwa czekolada na gorąco, a nie jakiś proszek czekoladopodobny rozpuszczony w wodzie…

Powrót

Postanowiliśmy wrócić inną drogą, szlak narciarski biegnie też wzdłuż szosy, na początek podejście, a później raczej z góry. Nie było by o czym opowiadać, gdyby nie to, że naprawdę było twardo i w pewnym momencie na zjeździe się rozdzieliliśmy. Połowa pojechała, a druga połowa odpięła narty i jakieś 200 metrów dała z kapcia. 🙂

Reasumując, trasy na pewno są fajne, jakością nie odobiegają od tych w Jakuszycach. Niestety dzisiaj był jakiś kryzys formy, a warunki tylko go pogłębiły i żeby je lepiej poznać trzeba wrócić. Wyprawa do Czech była udana, trochę pobiegane, zjedzony pyszny gulasz i trzeba się cieszyć tym co jeszcze zostało.  W poniedziałek powrót do szarej rzeczywistości…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.