fbpx
Winter Sports Festival

Postanowiliśmy pokibicować w czasie Polish Freeskiing Open, przepraszamy Winter Sports Festival. To w sumie to samo, tylko organizatorzy dodali snowboard i rowery. Nie samym trenowaniem człowiek żyje i też czasem można popatrzyć na innych, zwłaszcza, że Kotelnica Białczańska to też trasy biegowe. 😉

O historii imprezy dużo pisać nie będziemy. Wszystko zaczęło się w Zieleńcu trzynaście lat temu, po drodze była Gubałówka, później Harenda, a od dwóch lat Kotelnica Białczańska. Oprócz samych zawodów jest to miejsce spotkań tej samej grupy ludzi, którą kiedyś połączyła „zajawka” na Freeskiing i inne zimowe dyscyplin sportu mające w nazwie free. Wiele z tych osób spotyka się raz do roku właśnie w czasie dwóch dni zawodów. Jedni są zaangażowani w organizacje, inni reprezentują sponsorów, ktoś inny przygotowuje relacje dla mediów, a każda z tych osób chce pogadać, wspominać jak było dawniej, umówić się na wspólne narty, a w najgorszym wypadku na spotkanie za rok w czasie PFO. Tak, PFO, dla wielu z nas ta nazwa dalej jest i pewnie na zawsze będzie w głowie.

W tym roku mimo kapryśnej zimy znowu wszystko było przygotowane jak należy. Potężna „hopa”, druga mniejsza, snowpark z przeszkodami, a na dodatek skocznia dla rowerów! Weekend przed zawodami z przepiękną pogodą, jeszcze w czwartek było dobrze, a w piątek od rana… ulewa. 🙁 Pierwszy dzień to tradycyjnie eliminacje. Nie zawsze tak to było, bo pogoda na PFO bywała różna. Ze względu na warunki tak naprawdę odbyły się tylko eliminacje dla narciarzy. Zabrakło też tradycyjnego Night Session, które pozwalało zawodnikom pobawić się nartami, podczas, gdy pozostałe osoby, mogły oddać się obowiązkom towarzyskim. 😉 Późnym popołudniem deszcz zamienił się w śnieg i to była dobra wróżba!

Sobota, jakże inna od piątku: świeży śnieg, piękne słońce, wszystko wyglądało inaczej. Co prawda niektórzy z łezką w oku spoglądali na Tatry, wiedząc, że właśnie omijają ich jak na razie najlepsze warunki w sezonie. Cóż, trzeba wierzyć, że będzie tak jak w ciągu ostatnich kilku lat i że te najlepsze będą w marcu.

O wynikach, nie będziemy pisać, można je sprawdzić na stronie www.wsfest.pl. Zapraszamy też do galerii ze zdjęciami nie tylko z samych zawodów zrealizowanej dzięki aplikacji bwith.us, która znajduje się tutaj. Dla nas najważniejsze, że znowu udało się spotkać znajomych, udało się powspominać. Brawa dla organizatorów, brawa dla zawodników, również duże brawa dla kibiców, którzy nawet w piątek mimo deszczu dzielnie wspierali tych, którzy walcząc o udział w sobotnich finałach mokli w deszczu. My z wieloma z osób zaangażowanych w organizację spotkamy się w tym samym miejscu już za tydzień w czasie Red Bull Bieg Zbójników. Tym razem będziemy startować – poskakać na naszych nartach nam nie pozwolili, może to i dobrze?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.