fbpx
W Kieleckim Zawsze Wieje

Wszyscy powtarzają, że w Kieleckim zawsze wieje, więc postanowiliśmy sprawdzić to na własnej skórze. Wyjazd na weekend, w pierwszy dzień objeżdżamy dookoła Góry Świętokrzyskie, a w drugi jakaś krótka przejażdżka i powrót.

Przepowiednie pogody

Termin teoretycznie wybrany, mamy jechać w pierwszy weekend sierpnia, warunkiem jest to, żeby była pogoda bez deszczu. Janusz, z którym przeżylismy już kilka przygód na rowerze przyjedzie z Radomia w sobotę rano, my gdzieś będziemy nocować od piątku. Planujemy spać w Suchedniowie, jednak cały czas zwlekamy z rezerwacją, pogoda na weekend mało pewna. W końcu lądujemy w Skarżysku Kamiennej, to było najbliższe miejsce gdzie dało się znaleźć spanie na booking.com. 🙂 Weekend ma być ciepły i słoneczny, a później w piątek jedziemy Tour de Pologne Amatorów. Czyli można powiedzieć, że klasycznie, przygotowania do startu postawione na głowie. 😀 Janusz organizuje samochód z kierowcą, w którym będziemy mieć picie i jedzenia, a druga połowa przesiądzie się z roweru do samochodu jak się skończy bateria. Ostatecznie mamy jechać w cztery osoby, startujemy w sobotę o 8:00. My przygotujemy jedzenie na trasę.

W Kieleckim zawsze wieje?

W piątek późnym wieczorem docieramy do hotelu Komes. Z zewnątrz wygląda średnio, pokój taki sobie ale na dwie noce to w sumie nie ma wielkiego znaczenia. Wszystkie niedogodności nadrobił w czasie śniadania pan kelner i szwedzki stół. Było smacznie i bardzo miło. Po śniadaniu szykujemy prowiant na drogę, owoce, kanapki, ogóreczki, będzie na bogato. 🙂 Janusz przyjeżdża punktualnie, my jesteśmy spóźnieni. 😉 Kilka minut po 8:00 ruszamy z hotelu w kierunku Suchedniowa, później do Bodzentyna i tutaj zaczynamy pętle. W Bodzentynie mamy odbić w bok i sprawdzić lokalny Gliczarów. Zaczynamy spokojnie, jedzie z nami Stefan, który ma już swoje lata i jest po chorobie, dopasowujemy tempo do niego. Słońce, ruch samochodów mały i właściwie nuda. Zatrzymujemy się na stacji Orlen na małą psikundę i picie, nie uzupełniamy bidonów przecież auto jedzie za nami cały czas. Artur ma niezłą zabawę, co chwila nas wyprzedza, robi zdjęcia, filmuje, a poźniej znowu goni do przodu.

Świętokrzyski Gliczarów

Okazało się, że jest taki podjazd, który ma około 800 metrów długości i średnio 10% nachylenia, w sumie luzik. Haczyk jest w tym, że jest to średnie nachylenia, w końcówce jest dobrze ponad 20% (sic). Robimy krótką przerwę, chwilę odpoczywamy i ruszamy w dół. Nikt nie napełnia bidonów, przecież Artur będzie jechać za nami. Będziemy jechać drogą 751, jednak jest tam remont, rowerami przejeżdżamy bez kłopotu, auto nie da rady. My po szutrach, a wsparcie za znakami „objazd”. To był początek kłopotów…

Jedziemy w kierunku Nowej Słupi, sielanka, Stefan jeszcze ma dużo siły gna do przodu, Janusz gdzieś za nim, a my z drugą połową, której ciężko jechać ponad 30 km/h (przestaje działać wsparcie z silniczka). Robi się ciepło i to nawet bardzo, zaczyna nam brakować picia. Jedziemy sobie spokojnie, konsumujemy banana i nagle widać „JEGO”, jakiś duży owad sobie leci. Postanawiamy złapać kierownicę oboma rękami, tak na wszelki wypadek, a „ON” leci prosto na nas. Unik głową, udało się, jednak sukces był pozorny… Nie trafia nas w głowę, wpada pod rozpiętą do połowy koszulkę, próbuje się uwolnić…, próbujemy szybko rozpiąć koszulkę i nagle ukłucie, koszulka już rozpięta i „ON” uciekł, piecze. 🙁

Kłopociki

Jedziemy dalej, powoli dojeżdżamy do drugiej połowy, mówimy co się stało, koszulka dalej rozpięta, a miejsce ukłucia puchnie… Szybkie ściśnięcie, później drugie, leci trochę krwi. Artura z autem nie ma, wody w związku z tym też nie mamy żadnej… Ruszamy powoli dalej. Do Nowej Słupi mamy cały czas delikatnie pod górę, tutaj jest znak na Święty Krzyż, my jednak jedziemy dalej drogą nr 756, a póżniej skręcamy na drogę nr 753. Doganiamy Janusza, okazuje się, że Artur gdzieś zaginął. Jest w okolicy, tylko nie bardzo wiadomo gdzie… 🙂

Wszystkim zaczyna brakować picia, jednak z pewnością zaraz będzie auto. Krótki zjazd, skręt w prawo w miejscowości Huta Koszary i zaczynamy wspinaczkę na Łysą Górę. Jedziemy we trójkę, Stefan gdzieś z przodu, nam idzie ciężko, użądlenie piecze jak cholera, w elektryku zaczyna brakować prądu, Janusz świeży. Po jakimś czasie spotykamy Stefana, który stojąc w cieniu wypija resztki z bidonu, umawiamy się na górze przy klasztorze. Artur szczęśliwie się znalazł, okazało się, że trochę się pomylił, jednak już jest na dobrej drodze i może będzie na szczycie przed nami, oby… Mijamy po lewej stronie parking, znak zakaz ruchu i wjeżdżamy do lasu, jest dużo chłodniej. Jedziemy spokojnie pod górę. W sumie około 4,6 km ze średnim nachyleniem 5%. Poszło gładko. 🙂

Pora coś zjeść

W chwili kiedy wjechaliśmy na szczyt Artur właśnie parkuje na końcu drogi. Umawiamy się, że czekamy, przyjedzie kolejką i przywiezie prowiant. Szukamy czegoś czym można schłodzić użądlenie, pożyczamy od pani ze sklepiku butelkę z wodą (kasa również u Artura 😉 ). Oglądamy klasztor, obecna późnobarokowa świątynia została zbudowana w latach 1781-1789, jednak burzliwa historia klasztoru zaczyna się w XI wieku. W czasie zaborów mieściło się w nim więzienia, by w roku 1936 znowu stać się klasztorem. Po krótkim zwiedzaniu (w butach kolarskich jest to wyzwanie) siadamy i czekamy na Artura. Szczęśliwie pojawia się i niesie torbę pełną smakołyków, kanapki, świeże pomidory i ogórki, suszone owoce, drożdżówki, banany i NAPOJE. 🙂 Konsumujemy smakołyki, delektujemy się pogodą, jednak powoli trzeba ruszać dalej…

Koniec tego dobrego

Ruszamy w dól, elektryk jeszcze jedzie z nami, jednak na parkingu już wyląduje na bagażniku, bateria się wyczerpała, w sumie w idealnym momencie. Zjazd jest mało przyjemny, trafiamy na pielgrzymkę motocyklistów, jadą w kolumnie za pilotem, którym jest auto policyjne. Niestety im bliżej końca kolumny tym motocykliści przywiązują mniejszą wagę do utrzymania szyku. Kilku z nich próbuje się wzajemnie wyprzedzać w ogóle nie zwracając uwagi na jadących z góry rowerzystów… Na parkingu szybkie pakowanie, uzupełniamy wodę w bidonach i bierzemy jakieś jedzenie na drogę. Tak na wszelki wypadek, gdyby Artur znowu się zgubił. 😉 Jeszcze krótki zjazd i za nim dojedziemy do drogi 753, w Hucie Szklanej skręcamy w prawo i jedziemy drogą, która na zmianę wznosi się lub opada. Do drogi wojewódzkiej dojeżdżamy w miejscowości Bieliny. Teraz już jedziemy w dosyć dużym ruchu samochodowym.

Święta Katarzyna

Po mniej więcej siedmiu kilometrach dojeżdżamy do drogi krajowej nr 74, tylko dwa kilometry i skręcamy w prawo na drogę wojewódzką nr 752. Mamy do pokonanie około sześć kilometrów podjazdu ze średnim nachyleniem 3%, ostatnie dwa mają nachylenie około 5%. Zaczyna nam doskwierać upał. Jedziemy spokojnie, Stefan coraz bardziej odczuwam kilometry i temperaturę. Umawiamy się z Arturem, ma czekać zaraz za przełęczą Krajeńską w Świętej Katarzynie. Krótki postój, bierzemy picie, żelki i ruszamy dalej, upał coraz większy, a zostało nam jeszcze około 35 kilometrów. Dojeżdżamy do Bodzentyna, omijamy lokalny Gliczarów, skręcamy w lewo w drogę 751 i jedziemy znaną nam już trasą. Stefan na kole, tempo spokojne, bez przygód docieramy do Suchedniowa, chcieliśmy pojechać inną drogą, żeby nie jechać znowu koło ekspresówki, wybrana trasa okazała się ścieżką szutrową. Można jeszcze pojechać do miejscowości Parszów i tam skręcić w lewo na drogę krajową nr 42, zdecydowaliśmy wrócić tak jak przyjechaliśmy.

Podsumowanie

Czy udało nam się uzyskać odpowiedź na to czy w Kieleckim zawsze wieje? Tak udało się, lekkie wiatry są, dużo otwartej przestrzeni, jednak nam bardzo nie przeszkadzały. W sumie pokonaliśmy 114 km i pokonaliśmy prawie 1.300 metrów różnicy wzniesień. Śmiało możemy powiedzieć, że lepiej szukać noclegu w Suchedniowie lub nawet w jakiejś innej miejscowości przez które przejeżdżaliśmy. Spanie w Skarżysku miało tylko plusy w postaci dobrego jedzenia. Sama trasa bardzo ciekawa, piękne krajobrazy, ruch też nie był bardzo duży, mimo, że prawie środek wakacji. Możemy ją z pewnością polecić na weekendowy wypad, nie jest bardzo wymagając.

This Post Has One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.