fbpx
Tatra Road Race II

Tatra Road Race – Hard as Hel? Z naszego punktu widzenia jednak nie, może dlatego, że jechaliśmy krótki dystans?

Sobota rano, wszystko spakowane, numer przyklejony, krzywo, pakujemy rower na dach, szybkie sprawdzenie pogody, dorwie nas deszcz, tak na 90%. Na miejscu już jest VeloArt, swoje stoisko ma też IN Mogilany z rowerami BH. Wszyscy się powoli szykują do startu, organizatorzy ustalają ostatnie rzeczy, informacje dla kierowców wozów technicznych, zawodnicy rozgrzewają się. Przy hotelu jest start honorowy, mamy ruszyć za samochodem technicznym i wyścig ma na serio rozpocząć się po skręcie na Butorowy. Cały czas bijemy się z myślami czy zrobić rozgrzewkę. Pytanie do kolegi, który kiedyś zawodowo się ścigał, mówi, że nigdy się przed wyścigami nie rozgrzewał, szukamy porady w VeloArt, ta sama odpowiedź, ok, to nam pasuje 😀 . Przed samym startem organizatorzy mówią, że po drugiej stronie już mocno padało i jest ślisko.

Godzina 11.00 rusza długa trasa, to zdecydowanie nie dla nas dystans, ponad 100 km i dużo przewyższeń. To mogło by być dla nas jak maraton, a wolimy połówki 😉 .

Powoli zbliża się 11.30, ustawiamy się razem z kolegami na starcie, zaczyna się upał, nigdzie nie widać zapowiadanego deszczu, jednak rękawki i kurtka lądują w kieszonkach. Potwierdzamy sobie taktykę, Butorowy razem. Ruszamy, niestety tak jak było do przewidzenia, Janusz z Sebastianem znikają, zostajemy sami, za nami Witek, jedziemy jednak powoli, przed początkiem podjazdu Witek jest koło nas, zaczynamy wspinaczkę, powoli, bez napinki, to jest dopiero początek, gonienie peletonu w Gdańsku skończyło się skurczami. Na szczyt docieramy razem, nie mamy pojęcia czy to połowa stawki czy nie, ciężko się zorientować gdzie jesteśmy.

Zaczynamy

Ruszamy w dół, początek zjazdu jak w MTB, droga mocno dziurawa, jednak nie jedziemy tędy pierwszy raz, omijamy dziury, mała hopka, obracamy głowę, Witka nie ma. Mijają nas dwie osoby, szybka decyzja, siadamy na koło. Przez chwile myślimy czy to fair czy nie, mieliśmy jechać razem, qrcze, to nie my pierwsi wyłamaliśmy się. Koniec rozterek, jednak z jazdy zespołowej dwója. Staramy się jechać po zmianach ale osoby jadąc z nami kompletnie tego nie rozumieją, tak naprawdę z jedną dziewczyną jedziemy razem, przed końcem zjazdu, po jakichś 15 kilometrach od startu doganiają nas jeszcze dwie osoby, jedziemy we czwórkę, reszta bez pojęcia, gnają do przodu sami, żeby zaraz bez sił czekać na innych, chwile odpoczną i znowu to samo.

Skręcamy w prawo, kolejna krótka hopka, szybki zjazd i kolejny raz w prawo. Proponujemy, żeby pojechać razem, właściwie już zaczyna się podjazd, 2-3% jednak cały czas pod górkę. Nie ma chętnych do pracy. Zapowiada się jazda indywidualna na czas ze startu wspólnego…

Zoki – krótko, stromo, bez historii, prawie bez, doganiamy Sebastiana, dziękujemy za „wspólną” jazdę i skoro to Zoki, ruszamy samotnie. Rozmawiamy z jednym miłym panem o deszczu, patrząc przed siebie, mówi, że będzie dobrze, my szybko patrzymy za plecy. Oj, będzie dobrze, tam jest czarno… 10 minut później dopada nas deszcz. Zjeżdżamy do Ratułowa, skręt w lewo i w dół w kierunku Czerwiennego, dogania nas Sebastian, spokojnie jemy, nawet nie staramy się pojechać na kole, prysznic wieczorem. Kilka kilometrów, rondo i zaczynamy kolejny podjazd, zwieńczeniem będzie Bachledówka. Leje coraz bardziej.

Dobre, równe tempo

Staramy się jechać cały czas swoim tempem, nie dając się ponieść fantazji ułańskiej, wszystko jest ok, tylko, że zimno. Na premii górskiej Bachledówka jest też bufet, stajemy, wyrzucamy pusty bidon, dostajemy nowy z izotonikiem, wkładamy do koszyka, wypada, wkładamy rękawki, później kurtka. Ręce z zimna tak nam się trzęsą, że nie możemy zapiąć zamka. W między czasie wolontariusz wkłada nam bidon do koszyka, ruszamy. Lekko licząc 2 minuty w plecy 🙁 . Jednak będzie trochę z górki, a już jest nam zimno. Łapiemy jeszcze banana i gnamy. Sebastian znowu przed nami, Witka nie widać, a Janusz? Nie pamiętamy jak wygląda, tak dawno go nie widzieliśmy 😀 .

Wjeżdżamy na Ząb, cały czas wyprzedzamy kolejnych zawodników, skręt w prawo, karkołomny zjazd do Nowego Bystrego zakończony ostrym skrętem w lewo i przed nami ostatni podjazd, Słodyczki, na koniec Butorowy z krótkim zjazdem tuż przed szczytem. To będzie na dzisiaj koniec gór, zostanie górka przed samą metą, ostatnie kilkaset metrów. Przestało padać ale nie ma czasu na rozbieranie się z kurtki. Dojeżdżamy do drogi prowadzącej z Dzianisza, teraz w lewo na Butorowy. Słyszymy jak strażak kierujący ruchem mówi do kierowcy, że może jechać ale nie wolno mu wyprzedzać kolarza ani pod górę, ani na zjeździe do Kościeliska.

Patrzymy i widzimy kilku kolarzy wjeżdżających na początek ostatniego podjazdu, postanawiamy ich gonić, musimy wyprzedzić 3, 4 samochody, doganiamy kolarzy. Jeden w charakterystycznej koszulce Thule, wyprzedził nas zaraz po skręcie na pierwszy podjazd. Stajemy w korby, doganiamy go i… naszym oczom ukazał się Janusz. Pozdrawiamy go serdecznie, dziękujemy za wspólną jazdę i ruszamy w dół. Thule nas wyprzedza na zjeździe. My ostrożnie, głupio by było się wyłożyć prawie przed metą.

Ostatnia „prosta”

Zjazd pokonujemy spokojnie, wyprzedził nas jeszcze jeden człowiek na MTB, skręcamy w lewo w kierunku mety, cały czas w dół, my „full gas”. Jazda własnym tempem zdała egzamin. Mamy jeszcze dosyć dużo siły. Thule jest nasz, MTB za momencik też. Widzimy w oddali małą grupkę, głowa w dół, ciśniemy. Jesteśmy na wysokości hotelu Kasprowy, zaraz skręt w lewo, zmieniamy przełożenia, skręcając mijamy kolejne 4 osoby, „stajemy w korbach”, po wyjściu z ostatniego łuku widzimy jeszcze jednego kolarza, jeszcze dokładamy, doganiamy go na wysokości barierek, jakieś 100 metrów przed metą. Wygrywamy z nim!

Feta

Radość co najmniej jak ze zwycięstwa na etapie Tour de Pologne 😀 .

Reasumując, plan przygotowań zdał egzamin, chcieliśmy pojechać poniżej 2,5 godziny. Zrobiliśmy to, wyścig zajął nam dwie godziny i 20 kilka minut. Kosztował nas jednak więcej sił niż jazda do okoła Tatr, a to była tylko 1/4 tamtej trasy.

Sam wyścig kapitalny, super organizacja, niby przy ruchu samochodowy, a nigdzie z powodu auta nie nacisnęliśmy na klamki. Na mecie full wypas, piwo bezalkoholowe, drożdżówki, banany, a w szałasie makaron. Na koniec, po wręczeniu nagród tombola. Losowanie numeru, pytanie do uczestnika, jak znał odpowiedź to dostawał nagrodę. Wielkie ukłony dla organizatorów.

Jak zdrowie pozwoli to będziemy na trasie Tatra Road Race za rok, a teraz Tour de Pologne i ostatnie przygotowania do Krokowej.

This Post Has 3 Comments

  1. […] W pakiecie numer na koszulkę, naklejany numer na sztycę, kupony rabatowe od sponsorów, trochę chemicznych suplementów sportowych. Szkoda, że kupony rabatowe z tak krótkim terminem na ich wykorzystanie, niektóre ważne tylko przez najbliższe dwa dni. Ze znajomymi idziemy coś zjeść, napić się i ustalić strategię na jutro. W hotelu nie ma makaronu . Trudno, pada na rybę z ryżem. Umawiamy się, że Butorowy jedziemy razem, żeby później na zjeździe i aż do podjazdu pod Zoki jechać razem. Chcemy móc wspólnie pracować, żeby oszczędzić sił przed najtrudniejszym. Jak to wyszło? O tym w drugiej części. […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.