fbpx
Synangoga W Sofi

Czy można zwiedzić nowe miasto będąc w nim kilkadziesiąt godzin, mając zaplanowana spotkania? Czyli Sofia w kilka godzin. 🙂

Szybko pobieżnie ale jak to się mówi, lepszy rydz niż nic. Czy było warto? O tym na końcu.

Plan

W Sofi spędziliśmy dosłownie kilkadziesiąt godzin. Przylot w poniedziałek późnym popołudniem, wylot w środę przed świtem. Na wtorek były zaplanowane spotkania. Szczęśliwie dla nas, pierwsze z nich na godzinę 11:00, ostatnie powinno się skończyć koło 16:00. wyglądało na to, że mamy kilka godzin rano i kilka po popołudniu na zwiedzanie miasta.

Już w niedzielę przeszukaliśmy internet i znaleźli mnóstwo stron które proponują co można zobaczyć w Stolicy Bułgarii. Były to opcje na weekend, na 48 godzina, na tydzień, a my mieliśmy do dyspozycji maksymalnie jakieś 5 do 8. Cóż, zrobiliśmy własny plan. Wykorzystaliśmy do tego Google Maps i możliwość zrobienia własnej listy. Wybraliśmy 11 miejsc, które chcemy zobaczyć, wszystkie były w szeroko rozumianym centrum miasta. Śniadanie postanowiliśmy zjeść poza hotelem i skorzystać z propozycji, którą znaleźliśmy w internecie na tradycyjną bułgarską potrawę śniadaniową. Co takiego? To mekitsa, smażone w głębokim tłuszczu ciasto, które wygląda jak serwowany na Słowacji lub na Węgrzech Langosz. Zwykle uważane jest za domowe śniadanie aczkolwiek tutaj jest podawany z różnymi dżemami i ewentualnie białym serem. Wybieramy się do miejsca o nazwie Mekitsa & Coffee przy ulicy ul.Graf Ignatieva 28.

Sofia budzącą się do życia

Śniadanie

Taksówka przywozi nas w okolice ulicy przy której ma być cukiernia, kawiarnia? Jest to deptak, więc kawałek podejdziemy. Rzut oka na Google Maps i juz wiem gdzie iść. Spokojnie spacerujemy i staramy się chłonąć budzące się miasto. Jest godzina 8:05 i w centrum jest dosyć spokojnie. Spoglądamy na mapę i okazuje się, że minęliśmy nasz miejsce docelowe. Wracamy.

Zaraz po wejściu czuć zapach słodyczy i przyjemne ciepło. Menu po bułgarsku i w dodatku cyrylicą, Ok, jakoś damy radę. Dwie miłe panie za ladą, pytamy po angielsku czy można zapłacić kartą. Panika, znikają obie. 🙂 To już pojedliśmy… Za chwilę przychodzić trzecia i mówi, że można płacić kartą. Wyciąga z pudełka pokrytego mąką, terminal, który nie jest w lepszym stanie. Wybieramy na chybił trafił placek z dżemem z czarnej porzeczki i do tego kakao. Całość kosztowała nas XXX. Być może gdyby menu było w innym języku niż Bułgarski to wybralibyśmy coś jeszcze. Zabieramy nasze śniadanie i idziemy na górę po stromych schodach, gdzie są miejsca siedzące. Na dole nie było nic. Na górze w sumie nie jest lepiej. 😉 Raptem 12, może 15 miejsc. Śniadanie jednak było dobre. Co prawda w pierwszej chwili dziwnym wydawało się jedzenie langosza na słodko, jednak szybko zapomnieliśmy, że tradycyjnie jest on z serem i czosnkiem.

Śniadanie – Langosz na słodko czy mekitsa

Zwiedzanie

Sofia zaczyna się budzić, a my zaczynamy zwiedzanie. Na początek cerkiew Świętych Siedmoczislenników (bułg. Свети Седмочисленици), która znajduje się jakieś 200 metrów od miejsca naszego śniadania. Historia tego miejsca zaczyna się już w V–VI wieku. Z tego właśnie okresu pochodzą resztki świątyni starochrześcijańskiego kościoła z i jeszcze starszego asklepiejonu. W 1528 roku wybudowano w tym miejscu meczet, który po wyzwoleniu Bułgarii w 1878 został składem wojskowym, a poźniej aresztem. Natomiast na początku XX wieku powstał pomysł przebudowania dawnego meczetu na prawosławną cerkiew. W lipcu 1903 roku świątynia została poświęcona ku czci Świętych Siedmoczislenników – Świętych Cyryla, Metodego i ich uczniów: Klemensa Ochrydzkiego, Nauma, Agelarego, Sawy i Gorazda.

Podczas przebudowy rozebrano resztki minaretu, który zawalił się podczas trzęsienia ziemi w XIX wieku i położoną opodal starą medresę. Oprócz tego do budynku dawnego meczetu dobudowano cztery boczne kopuły, dzwonnicę i narteks. Ikonostas i pozostałe wyposażenie cerkiewne wykonali artyści ze znanego w Bułgarii rzeźbiarskiego rodu Filipowów.

W środku jest bardzo mroczno, zaraz przy wejściu znajduje się mały sklepik i ku naszemu zdziwieniu w środku kilkanaście osób modlących się. Mężczyzna z kobietą, „odczytywali”, ciężko nam to zakwalifikować do czytania, a śpiew to też nie był, fragmenty modlitwy. Pozostałe osoby w skupieniu słuchały.

Ruszamy dalej, czas nieubłaganie upływa.

Kolejnym punktem naszego programu jest Sobór św. Aleksandra Newskiego (bułg. Храм-паметник „Свети Александър Невски”), który został wybudowany na cześć rosyjskiego Cara Aleksandra II, dzięki któremu Bułgaria uzyskała niepodległość w 1978 roku. Budową cerkwi rozpoczęto w 1882, a zakończono w 1912 roku. Cerkiew została zaprojektowana w stylu niebizantyjskim przez rosyjskiego architekta Aleksandra Nikanorowicza Pomierancewa. Katedra wywarła na nas duże wrażenie, wydaje się ogromna, a w oczy rzucają się przede wszystkim pozłacane kopuły.

Sobór św. Aleksandra Newskiego

Sofia już się obudziła, na ulicach coraz większy ruch i szum. Słychać klaksony, w końcu to miasto południa Europy. 😉

Wchodzimy do środka, tutaj jest inaczej niż w poprzedniej cerkwi, nie ma modlących się ludzi, za to dużo wycieczek. Jest też starszy pan, który wszystkim mówi, że nie wolno fotografować. Przepych ołtarza, tronu, pokazują, że koszta raczej nie grały roli podczas budowy. 😉 Oprócz tego, można odetchnąć od zgiełku, który zaczął się na zewnątrz.

Ciekawostką jest to, że w okresie pierwszej wojny Światowej katedra na chwilę zmieniła nazwę, na katedrę, Świętych Cyryla i Metodego. Było to związane z tym, że Rosja i Bułgaria należały do wrogich sojuszy. Po wojnie katedra wróciła do pierwotnej nazwy.

Czas zaczyna nas coraz bardziej gonić.

Kolejne punkty na naszej trasie już będziemy oglądać tylko z zewnątrz. Zaczyna nam brakować czasu. A nasz plan to cała Sofia w kilka godzin. 😉

Tuż obok cerkwi Aleksandra Newskiego jest cerkiew Mądrości Bożej (bułg. Света София), historia tego miejsca sięga lat 311–313, kiedy to zbudowano pierwszą cerkiew w tym miejscu. Po podboju Bułgarii przez Turków została oczywiście zamieniona na meczet, dobudowano do niej minaret i tak trwała przez wieki. Spotkała go podoba historia jak obecną cerkiew Świętych Siedmoczislenników, minaret zostaje zniszczony przez trzęsienie ziemi, że to gniew „chrześcijańskiego Boga”, postanawiają zamienić meczet w skład i remizę strażacką. Po wyzwoleniu nie rozpoczęto odrazu odbudowy cerkwi, zaczęła się ona dopiero w latach 20-tych XX wieku i zakończyła w 21 września 1930, kiedy to odbyło się jej ponowne poświęcenie.

Cerkiew Mądrości Bożej

Ciekawostką jest fak, że to właśnie od wezwania tej cerkwi mieszkańcy miasta Sredec zaczęli nazywać je Sofia. Ta nazwa pojawiła się w oficjalnych dokumentach w po raz pierwszy w roku 1378.

Jest i meczet

Meczet Bania Baszi swoją nazwę wywodzi od dawnej łaźni, która znajdowała się w tym miejscu. Bania oznacza kąpiel. Banja-Baszi oznacza wiele kąpieli, dlatego nazwa meczetu jest również tłumaczona jako meczet kąpielowy. Teraz jest za to otoczony nowoczesnymi budynkami i wygląda to śmiesznie. 🙂 Meczet Bania Baszi jest jedynym z 32-ch meczetów, które były w bułgarskiej stolicy po zakończeniu rządów osmańskich. Jedynym, który zachował się w pierwotnej formie. W budynku dawnego Wielkiego Meczetu (bułg. Буюк джамия) mieści się obecnie Narodowe Muzeum Archeologiczne.

Do środka nie wchodziliśmy, podobno można zwiedzać pomiędzy modlitwami. Nam nie wystarczyło na to czasu.

Meczet Bania Baszi

Dosyć dziwnie też wyglądają nowoczesne budynki w otoczeniu meczetu. 🙁

Sofia w kilka godzin – podsumowanie

Nie będziemy Was zanudzać kolejnymi opisami kolejnych świątyń, dając Wam szansę na samodzielne znalezienie informacji o mieści. Może coś fajnego przyjdzie Wam do głowy i podpowiecie nam, a my skorzystam będąc następny raz w Sofi.

Kilka uwag praktycznych. Poruszaliśmy się taksówkami, cena z lotniska do centrum to około 25 PLN, powrót tyle samo. Jest również aplikacja Yello Taxi 91119, przez którą można zamawiać taksówki. Po samym centrum poruszaliśmy się pieszo. Centrum nie jest duże i spacer z najbardziej odległych punktów naszego planu mógł nam zająć maksymalnie 30 minut. Całość, naszego planu zajęła nam około 3 godzin. Ciężko powiedzieć, że poznaliśmy miasto, jednak wyrobiliśmy sobie własne zdanie. Spaliśmy w hotelu IBIS przy lotnisku, nasz samolot powrotny był o 5:25 lokalnego czasu (4:25 polskiego). Jest on niestety daleki od tego co możecie spotkać w Polsce czy nawet Kijowie. Generalnie było w nim dosyć brudno i niestety wygląda na zniszczony.

Brudno w sumie jest w całej Sofi, to niestety jest słabe… Dla nas osobiście jeszcze jedna rzecz była bardzo denerwująca, ilość osób palących papierosy. Generalnie 80% ludzi na ulicy pali. 🙁

Z pewnością warto zobaczyć to miasto, historia spowodowała, że jest mnóstwo ciekawych rzeczy do zobaczenia i pewnie nie tylko świątynie. 🙂 Szczęśliwie nie zostało ono zniszczone w ciągu szarego okresu po II Wojnie Światowej. Sofia jest na tyle intrygującym miastem, że jeżeli nam jeszcze plany pozwolą to chętnie wrócimy do niego i  będziemy się po nim włóczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.