fbpx
Powrót Do Przeszłości

To był przedostatni weekend lata 2019, postanowiliśmy gdzieś wyjechać i był to powrót do przeszłości, jednak bardzo pozytywny.

Rezerwacja

Kilka chwil szukania hotelu na booking.com. Nie ma nic w Szczyrbskim Plesie, a w Tatrzańskiej tam gdzie wolne to minimalna długość pobytu to dwie doby. Padło na okolice Czerwonego Klasztoru. Okazało się, że okolica jest „szeroko rozumiana”, 😉 wybieramy hotel Grand Strand, są przy nim termalne baseny. W związku z tym, że decyzja zapadła w czwartek to w ogóle nie próbowaliśmy nic szukać o tym miejscu. Kilka opinii w internecie, jednak niektóre chyba spowodowane jakimiś próbami wyżycia się, bo pobyt się nie udał. Zapłacone, więc nie ma co marudzić. My jedziemy z Zakopanego rowerem, a druga połowa dojedzie autem. Popołudnie na basenach, a w niedzielę Czerwony Klasztor i do domu.

Ciężko jest znaleźć historię tego miejsca, można poczytać na stronach słowackiej Wikipedii oraz na stronach kąpieliska

Dojazd

Przepowiednia pogody na sobotę jest optymistyczna. Co prawda w nocy ma padać deszcz, jednak koło 3 – 4 nad ranem już przestanie, tak więc do 10 powinno być sucho. Pojedziemy z naszym kolegą z którym kiedyś jechaliśmy dookoła Tatr. On co prawda wróci do Zakopanego, a my pojedziemy dalej do Czerwonego Klasztoru i później do miejscowości Wyżne Rużbachy, jednak na początku będziemy jechać razem

Jak to z przepowiedniami bywa, nie sprawdziła się. Ostatecznie ruszamy koło 11. Dojechać do hotelu można całkiem łatwo, Zakopane, Łysa Polana, Żdiar i później w Dolnych Rużbachach, skręcamy w lewo do Górnych. My jednak jedziemy na rowerach do Łysej później do Osturni,  podjazd Łapszanką, Łapsze, Nidzica, Czerwony Klasztor i do Starej Lubowli. W sumie około 100 km. Druga połowa najkrótszą drogą, żeby auto się nie zmęczyło 🙂

Gdzie ten hotel?

Druga połowa przyjechała trochę wcześniej. Nas po drodze złapała „kolarska bomba”, pierwszy raz w życiu. Powodem było to, że mieliśmy za mało jedzenia. Przygotowaliśmy się na 2 godziny, a nie na 4,5. Picie też się skończyło za Czerwonym Klasztorem, a nie było gdzie uzupełnić. Zero otwartych sklepów czy stacji benzynowej.

Prowadzi nas Garmin, jednak to trasa zaplanowana tak trochę na oko. W Starej Lubowli postanawiamy zacząć posiłkować się Google Maps. Dojeżdżamy do szlabanów, już naprawdę zmęczeni. Przed nami parking, po prawej jakieś bloki. Nic nie przypomina hotelu ze zdjęć, a gdzie baseny? Jedziemy dalej, kończy nam się droga. Wracamy ścieżką po północnej stronie bloków, znowu droga się kończy. Patrzymy na tablicę z mapą, wjeżdżając na teren kąpieliska jej nie zauważyliśmy. Qrcze, niby byliśmy w dobrym miejscu, koło hotelu. Postanawiamy jeszcze raz tam pojechać, gdzie za pierwszym razem. Nie ma przejścia… dzwonimy do drugiej połowy. Okazuje się, że miała ten sam kłopot ale postanowiła nie testować nas tylko wytłumaczyć i wyjść na przeciw. 🙂

Hotel

Wygląda jak na zdjęciu, budynek z początku dwudziestego wieku. Widać też baseny, te zewnętrzne bez wody, jednak jest jeden kryty i tam pływają ludzie. Będziemy się pluskać. Idziemy do recepcji, formalności trwają, krótką chwilę, znowu dla nas nie zrozumiały zwyczaj, że dokumenty muszą dać obie osoby, które będą mieszkać w pokoju. Pytamy czy możemy zabrać rower do pokoju, pani w recepcji mówi o „jakimś pomieszczeniu”. Postanawiamy rower zostawić w samochodzie. 😉

Hotel już na pierwszy rzut oka wygląda na taki, który wymaga remontu. Jednak jest czysto i schludnie, są zdjęcia pokazujące jego historię i to jak wyglądał w latach świetności. Koło baru stoi pianino i stary motor. Idziemy na pierwsze piętro do naszego pokoju po schodach, na pierwszy rzut oka nie widać windy. Wiele osób przechadzających się w szlafrokach. Atmosfera trochę jak w sanatorium. 🙂

Jak można przeczytać w internecie, większość obecnych budynków powstała w latach 1920 – 1940 oraz 1975 – 1997. Z pewnością ciekawostką jest to, że miejscowość swój rozwój zawdzięcza hrabiemu Andrzejowi Zamoyskiemu.

Pokój

Nie jest to z pewnością apartament królewski, jednak na jedną noc czy nawet na kilka nie potrzebujemy nic innego. Są dwie szafy, komoda w której jest sejf i minibar, na niej stoi też telewizor. Co prawda jest to stary model kineskopowy, jednak nie przyjechaliśmy oglądać TV. Duże wygodne łóżko z fajnym twardym materacem, po bokach stoliki z nocnymi lampkami. Jak ktoś przyjechał popracować to ma biurko, a jak ktoś przyjechał poleniuchować to ma balkon z dwoma krzesłami i stolikiem. Widok mamy na baseny, więc może dobrze, że nie ma wody w tych zewnętrznych, pewnie hałas w ciągu dnia byłby trudny do zniesienia.

Oczywiście jest też łazienka, nie zbyt duża, jednak zmieściła się w niej całkiem spora wanna.

Reasumując, czysto, w starym stylu, bez fajerwerków, jednak nie ma na co narzekać.

Przebieramy się po rowerze, kąpiemy i czyściutcy idziemy zjeść. Okazuje się, że restauracja hotelowa jest czynna tylko w określonych godzinach. 🙁 Zarówno my jak i druga połowa pamiętamy restaurację tuż przed szlabanem. Postanawiamy się tam udać, głód mocno doskwiera. 🙂

Restauracja

Okazuje się, że było to dobry wybór. Piejmy wielką Kofolę i duże piwo, jakoś trzeba uzupełnić płyny. Do tego zjadamy naprawdę dobrą zupę czosnkową, a na drugi pierś z kurczaka. My z ryżem, druga połowa z warzywami z grila. Jedzenie naprawdę jest dobre. W odróżnieniu od polskich restauracji, dostaliśmy obie piersi z kurczaka, a nie jedną. 😉 Na koniec espresso, na deser nie ma już miejsca.

Mimo wszystko postawiamy chwilę posiedzieć na tarasie i poodpoczywać w resztkach wrześniowego słońca. Basen nie zając, nie ucieknie. 🙂

Basen

Wszędzie jest napisane, że to są termalne kąpieliska, my przyzwyczajani do Oravic, gdzie woda jest naprawdę bardzo ciepła (33 – 36 stopni Celsjusza), jesteśmy trochę zdziwieni, tutaj ma zaledwie 22 stopnie.

Basen jest jednak całkiem spory, na pewno ma ponad 20 metrów długości. Plusem takiej wody jest to, że można w niej pływać. Drugim wielkim plusem basenu jest to, że nie mam prawie nikogo. Goście hotelowi poszli na kolacje.

Jeżeli szukacie basenu z wieloma atrakcjami typu zjeżdżalnie, to omijajcie to miejsce szerokim łukiem. Jak szukacie fajnego miejsca z mineralną wodą, gdzie można jeszcze w dodatku popływać, to gorąco polecamy ……

Okolica

Największym plusem tego miejsca jest teren na którym się znajduje. Jest dalej kilka budynków z początku dwudziestego wieku. Jest niesamowity krater z ciepłą wodą, woda z niego płynie do wodospadu. Cały teren jest po wulkaniczny, jednak nie będziemy Was zanudzać historią tego miejsca. W opisach też nam daleko do Henryka Sienkiewicza, zapraszamy Was do zdjęć, które tam zrobiliśmy.

 

Powrót do przeszłości

Cały wyjazd był trochę jak powrót do przeszłości. Hotel umeblowany w latach osiemdziesiątych i tak zostało. śniadanie, typowo słowackie, przypomniało nam wyjazdy do Czechosłowacji, również w latach osiemdziesiątych. Czy polecamy to miejsce? My jeszcze tam kiedyś wrócimy. Blisko Zakopanego, mało ludzi, wody mineralne, fajny basen i cudowna okolica. Aha, najważniejsze, Prosecco w hotelowym barze kosztuje niewiele więcej niż w polskim sklepie. ;`)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.