fbpx
Nadszedł Ten Dzień – 41 Szy Bieg Piastów

Nadszedł ten dzień, w sumie od listopada wszystkie nasze aktywności sportowe były podporządkowane Biegowi Piastów. Cel, który sobie postawiliśmy był prosty, skończyć zawody na miejscu lepszym niż 200. Zima była łaskawa i przygotowania przebiegały dosyć dobrze. Udało się również przetrwać bez większych chorób. Jedyny kłopot to skręcona stopa, całe szczęście udało się i z tym zaradzić. Pod koniec stycznia powstało jeszcze jedno małe wyzwanie, wygrać z Damianem, który przygotowuje nam treningi. 🙂 Skoro daje nam szansę na złojenie sobie tyłka, trzeba skorzystać… 😉

Poranek dosyć spokojny, start o 10.00, więc nie trzeba się zrywać o świcie. Rano jak zwykle owsianka, drożdżówka, herbata, chwilę porozmawialiśmy ze znajomymi, którzy startowali na dystansie głównym. Po śniadaniu jeszcze na wszelki wypadek idziemy założyć tejpy na stopy. Na zjazdach może być różnie. Zostaje chwila na leżakowanie.

Mniej więcej godzinę przed startem powoli zaczynamy się szykować do wyjścia, wszystko przygotowane dzień wcześniej, a mamy jak zwykle blisko. 🙂 Pasek z bidonem, narciarnia, zabieramy z niej kijki, zostawiamy kurtkę z prośbą o przyniesienie na metę. Na plecy worek z jedzeniem i piciem na czas po biegu i czapka na zmianę. Wychodzimy na zewnątrz, chłodno, zimny wiatr… Lekkim truchtem do Mariusza, narty gotowe, super! Idziemy zrobić rozgrzewkę, sprawdzamy jak wygląda wejście do sektorów, będzie dobrze, nasz sektor ustawia się już między płotkami wygradzającymi boxy, co prawda narty w rękach jednak będzie mniej nerwowo. 🙂 Wracamy po narty, ściągamy ciepłe rzeczy i ruszamy do walki. Patryk idzie zobaczyć pierwszy podbieg, weźmie dla nas kije, w razie draki. Cały czas mamy w głowie to, że po starcie robi się wąsko, tylko trzy tory po 200 metrach. Trzeba będzie uważać.

Zastanawiamy się co napisać o biegu, wystarczyło by tak naprawdę tylko tyle: było super, wszystko poszło lepiej niż zaplanowaliśmy. 🙂

Przed startem

W boxie ustawiliśmy się skrajnie z lewej strony, po starcie będziemy skręcać na Górny Dukt i nie chcemy nadkładać drogi. Rozglądamy się, oceniamy z kim nam przyjdzie walczyć. Szybko udaje się zobaczyć kto będzie chciał jak najszybciej uciec do przodu. Nasz sektor z nartami w rękach, jednak większość zawodników położyła je na śniegu, każdy stara się ruszać, dalej chłodno. Jak zwykle  kilka słów od Pana Juliana, chwila ciszy na kilkanaście sekund przed startem i rusza pierwszy sektor. Drugi przesuwa się do linii startu, a my możemy zapiąć narty i zająć miejsca zawodników z drugiego sektora. Udaje się trochę przesunąć do przodu, jesteśmy w drugiej linii. Sprawdzamy narty, „śliskie”. 🙂 SUPER, będzie szybko, fajnie jak też trochę będą „trzymać” na podbiegach. Po trzech minutach rusza sektor drugi. My przesuwamy się do linii startu. Udaje nam się utrzymać w drugiej linii. Teoretycznie nie ma to znaczenia, każdy sam sobie uruchamia czas, jednak nam zależy na tym, żeby bez tłoku skręcić w Górny Dukt.

Start

Ruszamy, zawodnik przed nami dosyć niemrawo, szybko wyskakujemy z torów, jedziemy między nim, pchamy się bezkrokiem, spojrzenie w prawo, jedna osoba nas wyprzedza, spojrzenie w lewo, dwie, trzy osoby są przed nami. Wracamy do toru, skręt w lewo, spokojnie przechodzimy do kroku klasycznego naprzemianstronnego (to tak jak kiedyś się zawsze biegało :D). Narty trzymają, będzie dobrze. Po jakichś 500 metrach staramy się ocenić sytuację, kogo mamy koło siebie, kogo za plecami. Jeden z zawodników się „urwał”, jednak nie próbujemy go gonić, koło nas dwie osoby, za nami też kilku zawodników, a jakieś 100 – 150 metrów z tyłu duża grupa. Pięknie, kije całe, nie ma tłumów, drugi sektor daleko przed nami, na zjazdach w kierunku Orla będzie pusto. Teraz chwilę spokojniej, trzeba uspokoić oddech. Jakież było nasze zdziwienie kiedy zobaczyliśmy Patryka i… końcówkę drugiego sektora. Startowali 3 minuty przed nami, przebiegliśmy jakieś 1.200 metrów. Jak były te sektory przydzielane? Kilka słów otuchy od Patryka i gnamy dalej, spotkamy się z nim przed 12.00, taki plan. 🙂

Pierwsza część trasy

Przebicie się przez grupę około 100-150 osób, które jechały dużo wolniej zajęło nam całą resztę odcinka na Górnym Dukcie. Teraz zakręt w lewo na trasę TVP Polonia i na końcu krótki, jednak stromy podbieg, chyba najbardziej stromy na całej trasie. Narty trzymają super, wyprzedzamy kolejne osoby, na końcu zakręt w prawo. Trochę płaskiego, mijamy bufet, kolejny ostry zakręt w prawo i teraz zjazd, zakończony skrętem o 90 stopni w lewo. Zjazd i zakręt udało się pokonać bezpiecznie, mijamy kolejne osoby. Teraz chwila odpoczynku, spokojnie bezkrokiem, czas coś wypić. 🙂

Zjazd w kierunku Orla szybki, trochę zamieszania robiły osoby słabo jadące, udało się ich jednak wyprzedzić nie robiąc nikomu krzywdy. Na końcu zjazdu mostek, nagle trochę węziej, uff, zmieściliśmy się. Jakoś biegając tędy na codzień i nie rozwijając zazwyczaj takich prędkości był szerszy. 🙂 Zakręt w lewo w kierunku samolotu, po kilkuset metrach wbiegamy na trasę Inhalacyjną. Od jakiegoś czasu biegniemy razem z trzema innymi zawodnikami i konsekwentnie wyprzedzamy kolejne osoby. Na Inhalacyjne, która jest dosyć trudna technicznie, zakręty, trochę w górę, trochę w dół bez historii. Po krótkiej chwili wbiegamy na Spacerową i zjeżdżamy do Orla, to będzie mniej więcej połowa biegu. Mijamy bufet, Orle, zjadamy żelka, pijemy i teraz biegniemy w przeciwną stronę niż w zeszłym roku. Najpierw „uszy” koło schroniska, a później jeszcze trochę zjazdów wokół Kozińca i podbieg do „Krzyżówki”. Z tamtąd już prawie tylko z górki. 😉

Koziniec – druga część trasy

Wokół Kozińca staramy się nie szarżować, narty jadą super, dalej wyprzedzamy kolejnych zawodników. Nasi „koledzy” z sektora z którymi trzymamy się razem od jakiegoś czasu ewidentnie zostają na zjazdach, dochodzą do nas na podbiegach. Mijamy skręt do Harachova i teraz czeka nas kilka kilometrów w górę. Początek powoli, jeden z zawodników próbuje wyprzedzać wpychając się między nas, a zawodnika z pierwszego sektora biegnącego po prawej, depta nam po nartach. Siła razy ramię, wyłączone myślenie. Po mniej więcej 200 metrach doganiamy go, przeliczył się. Od połowy podbiegu przyśpieszamy, zostawiamy wszystkich kolegów za nami. Doganiamy kolejnych zawodników z pierwszych dwóch sektorów. Bardzo łatwo jest wyprzedzać, każdy słysząc, że się go dogania bez pokrzykiwania schodzi na prawy tor i robi miejsce.

Nareszcie widać „Krzyżówkę”, jeszcze 100 metrów, w prawo, i ostatnie 3 kilometry do mety. Po wbiegnięciu na Spacerową zwalniamy, chwilę odpoczywamy, kilka łyków z bidonu i bierzemy się do roboty. Narty dalej jadą super, nie złapały za dużo brudu w niżej położonych częściach trasy. Powoli zaczynamy być na granicy wyczerpania „baterii”, na szczęście widać już maszt na Polanie Jakuszyckiej, to już blisko. I nagle wyrasta przed nami siatka, biegniemy łagodnie w lewo, na trasę pucharową i nią w kierunku polany. Po prawej widzimy zawodników wracających w kierunku Orla, tutaj jest ten brakujący kilometr trasy, zakręt o 180 stopni, znowu mijamy kolejnych zawodników, ostatni bardzo krótki zjazd na którym cudem unikamy zderzenia z zawodnikiem z numerem poniżej 100, który bez powodu zaczął płużyć…

Meta

Ostatnie metry na Polanie, pchamy się ile sił, wpadamy na metę, upadamy na śnieg, wyłączamy stoper. Miła pani wiesza nam medal na szyi, odpinamy narty, wstajemy i słyszymy, że ktoś nas woła. Jest Basia z kurtką, całe szczęści, bo trochę wieje. Patrzymy na zegarek, pobiegliśmy poniżej dwóch godzin, dużo poniżej. Miejsce? na bank lepiej niż 150, też dużo lepiej niż planowane. Teraz jeszcze czekamy na Damiana, startował z ostatniego sektora i z pewnością miał na początku ciężką przeprawę, żeby móc biec swobodnie.

W między czasie idziemy do Mariusza podziękować za super przygotowane narty, opowiadamy jak było. Jest dużo śmiechu, Mariusz mówi, że miejsca w pierwszych sektorach były pewnie za „talon na węgiel”. Ostatecznie na Damiana nie czekamy na mecie, wracamy do Biathlonu, tam będzie cieplej i coś zjemy.

Wieczorem sprawdzamy wyniki, miejsce w pierwszej 130, na 1301 osób, które ukończyły, dużo lepiej niż przypuszczaliśmy, Damian „dostał” kilka ładnych minut. 🙂 Na bank nie pomogły mu narty i tłum ludzi na trasie, których musiał wyprzedzać. My z biegu jesteśmy bardzo zadowoleni. Narty idealnie przygotowanie, taktyka też się sprawdziła czy można było coś zrobić lepiej? Napewno bardzo dużo dały nam ćwiczenia z Kamilem, dużo więcej i efektywniej mogliśmy się „pchać”. Pomyślimy przed kolejnym Biegiem Piastów. Teraz pora zacząć myśleć o rowerze. Może jeszcze w sobotę wystartujemy w biegu na Turbacz, jednak pogoda musi być dobra.

This Post Has One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.