fbpx
Szopka W Katedrze

Pomysł na wyjazd do Lwowa na Święta powstał dosyć spontanicznie. Chcieliśmy je spędzić poza domem, jakoś nie mieliśmy wiary w to, że będzie śnieg w Jakuszycach i przestaliśmy o nich myśleć już we wrześniu. Za to do przyszły nam do głowy Kalatówki. Postanowiliśmy sprawdzić miejsca w schronisku, ceny noclegów i kolacji wigilijnej. Okazało się, że dwie noce w pokoju z umywalką + kolacja wigilijna dla dwóch osób to wydatek prawie 1.000 PLN. Cóż, nie pierwszy raz okazuje się, że wakacje w Polsce mogą być drogie…

Kiedyś spędziliśmy kilka godzin we Lwowie i spodobał nam się, postanawiamy sprawdzić loty i kupujemy przelot z Warszawy do Lwowa i powrót za niecałe 500 PLN za dwie osoby. Lecimy LOT i bilet jest tylko z bagażem podręcznym. Dzięki karcie Frequent Traveller programu Miles&More możemy nadać jedną walizkę, nie trzeba będzie się „wciskać” tylko do podręcznego. Spać będziemy w IBIS Style w centrum miasta i zapłacimy punktami Accor.

Jedziemy do Lwowa na Święta

Wylatujemy z Warszawy 22 grudnia, po krótkim locie, niecałe 45 minut, jesteśmy we Lwowie, słońce piękni zachodzi, niestety prognoza na kolejne dni jest taka sobie… Zamawiamy Uber i po mniej więcej pół godzinie jesteśmy w hotelu. Szybko zostawiamy bagaże i ruszamy coś zjeść. Nasz pierwszy przystanek to restauracja o nazwie Premiera Lwowska.

Po kolacji idziemy na rynek, na środku wielki ratusz z potężną wieżą, a wokół stragany świąteczne. Po jednej stronie przygotowane lodowisko. Robimy małe zakupy, rękawiczki z wełny i magnes na lodówkę (to już taka tradycje, że zbieramy magnesy z miejsc, które odwiedzamy). Postanawiamy jeszcze zjeść deser i wypić kawę w Atlasie. Wracamy do hotelu, jutro czeka nas zwiedzanie miasta z przewodnikiem z Kumpel Tour.

Zwiedzanie Lwowa

Spotykamy się z naszym przewodnikiem, panem Orestem przy recepcji hotelu o godzinie 10:00. Zabieramy parasole i ruszamy w miasto. Pierwsza część wycieczki to NIEtypowy Lwów. Zaczynamy od kościoła Bernardynów. Zatrzymujemy się na zewnątrz i rozmawiamy o historii Lwowa, o tym jak przenikały się na przestrzeni lat różne kultury, jak przez to zmieniało się miasto. Oglądamy wnętrza i dowiadujemy się o tym, dlaczego kościoły łacińskie pełnią rolę cerkwi i co za tym idzie.

Kościół Benedyktynów

Kościół Bernardynów

Następnie przechodzimy przez dawną dzielnicę żydowską, gdzie też dowiadujemy się kilku ciekawostek o życiu społeczności żydowskich (tak, były dwie, jedna w murach miasta, a druga poza nimi) i o tym jak między sobą rywalizowały. Po synagodze niestety został tylko fragment zniszczonego muru. Zatrzymujemy się na rynku i słuchamy historii kilku kamienic, dowiadujemy się dlaczego większość z nich jest wąska i ma tylko trzy okna. Ciekawostką jest Czarna Kamienica pod nr 4, mieści się w niej obecnie muzeum historyczne Lwowa. Niektórzy twierdzą, że kolor zawdzięcza temu, że została zbudowana z czarnego piaskowca… W związku z tym nasz przewodnik wyprowadza nas z błędu, piaskowiec był jasny, jednak zniszczył się i postanowioną ją pomalować na czarno.

W przerwie idziemy na kawę do kawiarni Virmenka (Ormianka) przy ulicy Virmenska pod numerem 19. Miejsce słynie z kawy robionej po turecku i nie ma ona nic wspólnego ze polską kawą zalewaną wrzątkiem. Oprócz tego są pyszne likiery i ciastka na widok których ślinka cieknie. 😉

Lwów austriacki

Ruszamy dalej, teraz będziemy zwiedzać część Lwowa, która powstała w czasie zaborów. Babcia Austria (tak była nazywana przez naszego przewodnika) chciała osłabić pozycję Krakowa i skorzystał na tym Lwów. Powstały piękne budynki i miasto bardzo szybko się rozwijało. Zwiedzając tą część miast mamy wrażenie, jakbyśmy chodzili po starej części krakowskiego Podgórza. Jednak widać, że Babcia Austria inaczej liczyła pieniądze w tej części Galicji, Podgórze w porównaniu z austriacką częścią Lwowa jest po po prostu malutkie. Zwiedzanie kończymy koło opery, jeszcze chwile rozmawiamy o teatrze Dramatycznym i historii budynku. Rozstajemy się z naszym przewodnikiem w okolicach rynku. W pierwszy dzień Świąt wybieramy się jeszcze na wycieczkę o nazwie Bożonarodzeniowy Piernik, w czasie niej mamy się więcej dowiedzieć o bożonarodzeniowych tradycjach we Lwowie.

Po zwiedzaniu postanawiamy pójść zjeść obiad w pubie Biały Lew. Miejsce nazywa się co prawda pub, jednak są tam potrawy obiadowe. Jedzenie jest OK, jednak, żadne WOW.

Wieczór spędzamy w hotelu, gdzie planujemy dzień wigilijny i przedpołudnie pierwszego dnia Świąt.

Wigilia

Dzień wolny od zorganizowanego zwiedzania zaczynamy dosyć leniwie. Postanawiamy pójść zobaczyć wnętrza opery czyli tak naprawdę Lwowskiego Narodowego Akademickiego Teatru Opery i Baletu im. Salomei Kruszelnickiej oraz Domu Naukowców, których nie widzieliśmy, a Pan Orest je nam rekomendował. W planie mamy również wizytę w Fabryce Czekolady i Kopalni Kawy. 😉 Wieczorem na godzinę 18:00 wybieramy się do katedry łacińskie na Pasterkę, a później na kolację Wigilijną do restauracji Baczewski.

Plan zrealizowaliśmy w 100%. No prawie… nie zdążyliśmy pójść do Domu Naukowców, cóż, mamy jeszcze dwa dni, zdążymy.

Zaczynamy od Kopalnia Kawy, jest ona miejscem ciekawym, można zejść do podziemi i zobaczyć inscenizację pokazującą jak we Lwowie wydobywa się kawę ;), a później wypić ją w ciemnościach. My postanawiamy ją wypić jednak w dziennym świetle, na parterze restauracji.  🙂

Kolejnym przystankiem jest opera, wstęp jest płatny, jednak mimo to jest trochę osób wewnętrz. W środku czeka na nas jeszcze niespodzianka w postaci próby do jakiejś opery. Gra orkiestra, a na scenie artyści próbują kolejne arie. Gmach został wzniesiony za czasów Babci Austrii i podczas budowy gmachu zastosowano najnowocześniejsze wówczas rozwiązania technologiczne: system betonowych fundamentów, hydrauliczną maszynerię sceniczną, oświetlenie elektryczne oraz centralne ogrzewanie. Kiedyś może wybierzemy się na jakiś spektakl.

Na obiad idziemy do Premiery Lwowskiej, podobało nam się w pierwszy dzień i postanawiamy wrócić. Oczywiście jak wigilia to śledzik. 😉 Po drodze odwiedzamy jeszcze Manufakturę Czekolady, przy wejściu czekolada na wynos, kolejne piętra to sklep z czekoladą w różnych postaciach, a na samej górze kawiarnia. Wracamy do hotelu odpocząć i przyszykować się na wieczór.

Wieczór wigilijny

Mimo, że na Święta wyjechaliśmy do Lwowa, postanawiamy wieczór wigilijny spędzić w sposób tradycyjny. Na godzinę 18:00 idziemy na Pasterkę do Katedry, jesteśmy w środku około godziny 17:30 i już jest mnóstwo ludzi. Msza jest odprawiana w języku polskim, jednak niektóre jej fragmenty i kolędy są po ukraińsku. Na koniec mszy biskupowie, rzymsko-katolicki, grecko-katolicki oraz prawosławny podziękowali wszystkim za udział w nabożeństwie. 

Idziemy jeść do restauracji Baczewski. Stolik zarezerwowaliśmy już kilka tygodni wcześniej. Był to dobry pomysł, w środku kolejka osób czekających na coś co może się zwolnić. Po krótkiej chwili poszukiwania okazuje się, że na szczęście nasza rezerwacja jest zapisana. Na początku nie było to takie oczywiste. 😉 Odetchnęliśmy z ulgą, głód juz mocno nam doskwiera. 😉 Wigilia, na przystawki śledź i karp faszerowany na zimno. Zupa grzybowa i barszcz czysty z uszkami, główne danie to karp nadziewany (dla nas ciężka do zrozumienia jest różnica między rybą nadziewaną, a faszerowaną 😉 ). Na deser sernik lwowski i zestaw pięciu nalewek. Do tego kompot z suszu i butelka białego wina Kolonista.

Jedzenie było pyszne, nie przez przypadek restauracja jest uważana za najlepszą we Lwowie. Toczymy się powoli do hotelu, dobrze, że jest blisko. 😉

Pierwszy dzień Świąt.

Zaczynamy od późnego śniadania i ruszamy na wzgórze zamkowe. Po krótkiej wspinaczce postanawiamy wyjść jeszcze na znajdujący się w pobliżu kopiec. Na szczycie doznajemy olśnienia, Lwów jest naprawdę duży i po jego północnej stronie są całkiem spore blokowiska. Zamku żadnego nie ma, jest za to kilka straganów z pamiątkami, restauracja i park, który musi pięknie wyglądać latem lub jesienią. Teraz jest ponury, dobrze, że nie pada…

Schodzimy na dół i postanawiamy coś zjeść, wybór pada na restaurację Kumpel przy ulicy Viacheslava  Chornovola 25. Jest to jedna z restauracji należących do Kumpel Group. Jedzenie jest ok, jednak daleko mu do tego co jedliśmy w restauracji Baczewski…

Po obiedzie idziemy na spotkanie z naszym przewodnikiem, czeka nas wycieczka i opowieści o tym jak wyglądają Święta we Lwowie i o tradycjach bożonarodzeniowych Lwowa.

Piernik bożonarodzeniowy

Prawie dwu godzinny spacer z przerwą na grzane wino, kończymy tradycyjnymi ukraińskimi przekąskami i piwem. W czasie wycieczki dowiedzieliśmy się dużo o tym jak wyglądają Święta  we Lwowie. Są one w sumie dwa razy, 25.12 i 06.01. Wszystko przez to, że są używane dwa kalendarze, gregoriański oraz juliański. Dowiedzieliśmy się co to Diduch i jak wygląda tradycyjna Wigilia na Ukrainie. Oraz, że wertep to nie dziura w drodze. 🙂 Ze względu na to, że Święta są obchodzone zarówno w obrządku rzymsko-katolickim, grecko-katolicki i prawosławnym to w sumie zaczynają się 24.12, a kończą 19.01. Ten okres został nazwa przez naszego przewodnika Ramadanem. Od Romana do Jordana.

I jeszcze mała niespodzianka, idziemy na jeden z lwowskich dachów i możemy podziwiać panoramę Lwowa po zachodzie słońca. Pan Orest opowiada nam co widać, gdzie była rzeka i jak wyglądał dawny Lwów.

Kończymy przekąską w restauracji Trapezna Idey przy ulicy Valova 18A. Sami byśmy tam nigdy nie trafili, bo wchodzi się do sklepu z artystycznym szkłem, a z niego schodami do piwnicy w której jest restauracja. Jemy kilka różnych tradycyjnych zakąsek ukraińskich, sało, karczek oraz kiszoną kapustę, ogórki i pomidory.

Drugi dzień Świąt we Lwowie.

Ten dzień jest dosyć krótki, nie dość, że późno wstajemy to jeszcze o 18 mamy samolot do Polski. Postanawiamy zobaczyć wnętrza Domu Naukowców, wypić kawę w Ormiance i zjeść obiad w restauracji gruzińskiej Chaikhana Samarkanda.

Rano pakujemy nasze torby i zostawiamy w hotelu. Po krótkim spacerze jesteśmy na miejscu, wnętrze jest niesamowite. Olbrzymie schody, na górze wielkie sale. Pod koniec XIX wieku, kiedy powstał ten budynek, był nazywany Kasynem Szlacheckim, po wojnie został przemianowany na Dom Naukowców. Oczami wyobraźni widzimy to bale, które tutaj się odbywały.

Jednak wracamy do rzeczywistości, wpadamy do Ormianki, pijemy kawę przed obiadem, deseru jednak nie jemy. 😉 Przechodzimy spacerem do rynku, zakupy czekoladek w Manufakturze i udajemy się na obiad. Tym razem było bardzo dobrze. Zrobiliśmy sobie prywatny ranking odwiedzonych restauracji. Z pewnością wygrywa Baczewski, na drugim miejscu ex aequo Premiera Lwowska i Chaikhana Samarkanda, a na trzecim Biały Lew. Kumpel wypadł zdecydowanie najgorzej.

Wracamy do hotelu, bierzemy walizki i zamawiamy Uber, po pół godzinie jesteśmy na lotnisku i kończą się nasze Święta we Lwowie.

Podsumowanie

Wyjazd do Lwowa na Święta uważamy za udany. Z premedytacją nie opowiadamy Wam historii poszczególnych budynków i ich nie opisujemy. Tekst musiałby być podzielony na kilka części, a po drugi nie chcemy odbierać pracy Panu Orestowi. 😉 To dzięki jego wiedzy, dowcipom i zaangażowaniu nasze zwiedzanie było przepełnione historią i patrzyliśmy na miasto przez pryzmat starych czasów.

Lwów to miasto pełne historii i tajemnic, które potrzebuje jeszcze trochę czasu i pieniędzy, na to żeby zabytki w centrum zaczęły błyszczeć dawnym blaskiem. W związku tym, jeszcze kiedyś chcielibyśmy przyjechać do Lwowa, może latem, a może jesienią? W tych porach roku  miasto będzie miało inne kolory. Pan Orest zachęcał nas również do zwiedzenia pięknych okolic Lwowa.

Patrząc na to z polskiej perspektywy Lwów jest tanią destynacją turystyczną. Można dolecieć nie tylko LOT-em, latają również tanie linie i to nie tylko z Warszawy. Autem to też nie jest dramatyczny dystans do pokonania. Wyzwaniem za to będzie sama jazda po brukach starego Lwowa. 🙂 Ostatnim atutem, którego nie można pominąć, to fakt, że prawie wszędzie można się porozumieć po Polsku. My w kilku miejscach próbowaliśmy po Rosyjsku, nie było to zbyt dobrze przyjęte, z angielskim nie ma żadnego kłopot. 🙂

This Post Has One Comment

  1. Świetny pomysł z tym wyjazdem. Jestem pod wrażeniem intensywności tych dni! Byłam we Lwowie jednak mało utkwiło mi w pamięci. Na pewno to, że j. rosyjski nie był dobrze przyjmowany i lwowskie księgarnie, które uwielbiam❤️ Jak czytam wpis to mam ochotę się tam ponownie wybrać i więcej dowiedzieć o tym mieści. Wybiorę jednak inną porę roku Lwów to zdecydowanie mój klimat I poproszę więcej zdjęć z jedzeniem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.