fbpx
Co Można Robić W Walentynki?

Co można robić w Walentynki? Można pójść na kolacje, można kupić bukiet kwiatów, a można też wystartować w zawodach na nartach biegowych.

I ostatnia opcja została wybrana przez nas. Po prawie dwu tygodniowym pobycie w Jakuszycach mieliśmy trochę kilometrów w nogach. Powrót do Zakopanego był z przystankiem w Krakowie i zabrał nam ponad 12 godzin, to jednak nie wina korków. Mimo to wyspani, start w samo południe, dziarsko ruszyliśmy do Kościeliska. Pogoda dalej rozpieszcza, słońce, dwa stopnie mrozu, bajka. Na miejscu bardzo dobra atmosfera, gra muzyka, prowadzący gwarą opowiada co nas czeka, dla tych co nie rozumieją jest tłumacz. Miła Pani opowiada rownież poprawną polszczyzną, żeby każdy wiedział co go czeka. 🙂

Przed startem

Postanowiliśmy zrobić małą rozgrzewkę, przebieramy się powoli, zapinamy narty, wszędzie dookoła czerwone balony w kształcie serca. Spotykamy znajomych, okazuje się, że też jest konkurs na najlepiej przebraną parę. No tak, nie czytaliśmy regulaminu… wiedzieliśmy tylko, że biegniemy parami, że musimy razem wystartować, że razem dobiec do mety i, że stylem klasycznym. Wydawało nam się, że nic więcej nie musimy wiedzieć. 🙂 Na strychu tyle, przebrań, że można by było połowę startujących ubrać.

Co można robić w Walentynki? Startujemy w kolejności numerów, przygotowane są dwa tory, tak wiec będzie można biec obok siebie. Start odbywa się w interwałach co 39 sekund, idzie wszystko błyskawicznie. Tak błyskawicznie, że jeszcze nie wystartowaliśmy, a pierwsza para już na mecie. 🙂 Za bardzo się nie przejęli, że start techniką klasyczną, wybrali narty do łyżwy i przepchali całą trasę bezkrokiem. Cóż, taki nowy styl, kiedyś był tylko klasyczny, pózniej doszedł dowolny (czyli większość biega krokiem łyżwowym, jest szybciej). Od jakiegoś czasu mamy trzeci styl – pchanie.

Czas na nas

Na starcie elegancki zegar, patrzymy na niego, odliczamy, poszli… i zostali. Kijek zaplątał się w kabel od fotokomórki. 🙂 Na szczęście udało się szybko wyzwolić z kabla i gnamy. Trasa w Kościelisku po zachodniej stronie nie należy do specjalnie trudnych. Biegniemy dobrym tempem, początek w większości z górki, dużo bezkrokiem. Po mniej więcej kilometrze zaczyna się podbieg, dosyć łagodny, około 700 metrów. Krótki zjazd i znowu do roboty. Kolejne 300 metrów podbiegu, które kończy się dosyć sztywno. Minęliśmy bardzo dużo par, tych co przed nami już raczej nie dogonimy. Liczą się jednak indywidualne czasy każdej pary, wakacji nie ma, trzeba jeszcze trochę popracować. Zwłaszcza, że taka praca to przyjemność. Zjeżdżamy z górki. 🙂 Ostatnie kilkaset metrów po płaskim, pchamy ile sił w ramionach, przed nami para w białych kostiumach, zabrakło jakieś 10 metrów…

Rozdanie nagród

Z wyniku jesteśmy zadowoleni, zabawa była super, na koniec losowanie nagród i każda para coś wygrywa. Zaczynając od karnetów na wyciągi narciarskie przez różne gadżety, po worek pełen niespodzianek z SUPER-PHARM. W miedzy czasie zjedliśmy pyszne kiełbaski z grilla i kiszone ogórki.

Co można robić w Walentynki? Stratować na biegówkach. Do zobaczenia za rok? Jak zdrowie pozwoli to pewnie tak.

This Post Has 4 Comments

  1. […] czkawką. W 2017 roku miało być inaczej. Po prawie dwóch tygodniach w Jakuszycach, po dobrym biegu Walentynkowym, wycieczce na Turbacz i paru kolejnych treningach w ostatnim tygodniu jechaliśmy na start pełni […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.