fbpx
Dodatki Do Gotowania

Ci co nas znają, wiedzą, że lekcja gotowania nie była atrakcją na którą czekaliśmy z utęsknienim. No ale czego się nie robi dla drugiej połowy, zwłaszcza, że na koniec mieliśmy zjeść to co ugotowaliśmy. Ta część brzmiała już dobrze. 🙂

Zakupy na targu

Przygoda z kuchnią balijską zaczyna się od wizyty na miejscowym targu. Jedziemy z hotelu Bhuwana do centrum Ubud i wchodzimy na lokalny rynek. Dzień wcześniej jak tam byliśmy to były tylko pamiątki… Okazuje się, że to miejsce rano przechodzi metamorfozę. Przed świtem jest miejscem gdzie kupuje się jedzenie. Można znaleźć wszystko, ryby, owoce morza, drób, warzywa i owoce. Są też stoiska z przyprawami i akcesoriami kuchennymi. Nie robimy zakupów na naszą lekcję, jest to tylko taka „atrakcja”, żeby zobaczyć jak wygląda codzienne życie Balijczyków. Druga połowa postanawia coś kupić… wychodzimy trzymając w rękach przyprawy (szafran, kumin, chili, imbir, i trawę cytrynową), miseczki z kokosa i sztućce, a w prezencie dostaliśmy cukier palmowy. Mniej więcej po godzinie jesteśmy z powrotem w hotelu. Pod zadaszeniem w okolicach basenu są już gotowe stoły do naszej lekcji. Jest kilka talerzy ze świeżymi warzywami, jest talerz z kawałkami kurczaka oraz z filetami z ryby, mamy też trochę owoców, przyprawy i dużo liści bananowca. Te ostatnie służą tutaj do dekorowania talerzy.

Na Bali podstawę diety stanowi ryż i do niego głównie dodaje się kurczaka. Dzięki temu, że jest bardzo dużo świeżych warzyw i owoców to kombinacji jest wiele. My będziemy robić obiad składający się z pięciu dań. Nie jest to klasyczny obiad na Bali, Balijczycy jedzą prosto i ze względu na koszty, głównie kurczaki i warzywa. My będziemy mieć:

  • Zupę Gerang Asem
  • Rybę pieczoną w liściach bananowca (Pepes Ikan)
  • Sambal Matah
  • Sate Lilit (minced of spices chicken skewer)
  • Kolana pisang (indonezyjski kompot bananowy z mlekiem kokosowym)

Gospodarstwo

Jednak nasza lekcja gotowania rozpoczyna się od wycieczki po ogrodach w których nasz hotel uprawia własne owoce i warzywa. Cała filozofia hotelu jest nastawiona na życie ekologiczne, dlatego też mają własne, ekologiczne uprawy. Wchodzimy również do szklarni, tak, do szklarni. Jednakiej rola jest inna niż w Europie, ma chronić uprawy przed zbyt silnym słońcem. Nasz kucharz opowiada nam o tym czego będziemy używać do naszych potraw, pokazuje nam też wielkie zbiorniki w których hodowane są ryby. Przyznaje również, że niestety nie wszystko udaje im się uprawiać i są zmuszeni do zakupów od zewnętrznych dostawców. Jednak również chcą, żeby to były produkty uprawiane w sposób naturalny bez chemicznych dodatków. 

Szklarnia

Lekcja gotowania

Zaczynamy gotowanie, najpierw od założenia rękawiczek lateksowych. 🙂 Cóż, może lepiej chronić się przed bakteriami? W końcu hotel bez alkoholu. 😉 Nasz szef opowiada nam co, dlaczego i jakie przyprawy, jaki osiągniemy efekt. Dla nas jak zwykle jest to czarna magia, jednak druga połowa jest wyraźnie zainteresowana i chłonie każde słowo. My marzymy o ostaniej części, jedzeniu… 

Zaczynamy od przygotowania zupy, garnek zostaje na mały ogniu i ma się gotować przez 40 minut. Następnie robimy rybę, „sałatkę”, kurczaka i na sam koniec kompot. Ciekawostką jest to, jak przygotowywaliśmy mięso kurczaka na „mielone”. Wykorzystywaliśmy wydrążony kamień i duży drewniany kij. Mięso nie było zmielona jak w maszynce, jednak rozpadło się na drobne kawałki i można je było później formować na patyczkach, które lądowały na grillu.

Poszło nam fantastycznie, oczywiście duża w tym zasługa szefa, który wszystkiego doglądał i jak coś nam nie szło to brał sprawę w swoje ręce. 🙂 Tak naprawdę, również on decydował o ilości przypraw, my mogliśmy ewentualnie mieszać czy kroić. 🙂

Uczta

W końcu doczekaliśmy się jedzenia. Wszystko przygotowane w pobliżu, nakryte talerze i sztućce. Nasz szef został naszym kelnerem i z pomocą jednej z pań pracujących w hotelu przynoszą kolejne potrawy. Zaczynamy ucztę. Jedzenie jest pyszne, ciekawe czy dlatego, że tak nam dobrze poszła ceckaj gotowania czy dlatego, że czujemy w tym naszą rękę… 😉 Jedynie wątpliwości budził deser, jesteśmy jednak przyzwyczajeni do słodkich deserów, tutaj smak był dosyć specyficzny, trudny do określenia…  Podczas przygotowania deseru druga połowa powiedziała, że przydało by się do niego jakieś brandy. Szef się wzdrygnął i powiedział, że w tym hotelu, nie mam alkoholu, po czym szybko dodał szeptem, puszczając oko, że w sumie to on lubi alkohol i może to i racja… 😉

Ryba z grila w liściach bananowca

Druga połowa dostała za to lody. 😉

Lekcja gotowania to bardzo ciekawe doświadczenie i fajna przygoda, nawet dla osoby, która w tym fachu zna się tylko na robieniu kanapek i gotowaniu wody na herbatę. Możliwości poznania lokalnych smaków, odkrycia skąd one się biorą. Z pewnością sam fakt gotowania na świeżym powietrzu, a nie w zamkniętej kuchni był dodatkową atrakcją. Będąc na Bali spróbujcie znaleźć taką atrakcję, u nas było to w ofercie hotelu, jednak z pewnością nie jest to duża trudność. Naprawdę warto i smacznego, a gdybyście chcieli przeczytać więcej o Bali to zapraszamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.