fbpx
Wings For Life 2017

To już czwarty raz biegniemy dla tych którzy nie mogą biorąc udział w projekcie Wings For Life. Ten bieg, chociaż tak naprawdę to nie o sam bieg chodzi, jest od samego początku wyjątkowy. Idea, która przyświeca całemu przedsięwzięciu jest fantastyczna. Organizator, firma Red Bull nie myśli ile zarobi na biegu, cały dochód ze sprzedaży pakietów startowych jest przeznaczony na badania nad przerwanym rdzeniem kręgowym.

Cześć Poznań

Taki napis witał nas nad Maltą, tradycyjnie bieg startował z tego miejsca.

Do Poznania dotarliśmy w sobotę pociągiem z Krakowa. Okazuje się, że to w tej chwili najkorzystniejsze rozwiązanie. Wygodnie, szybko, można w drodze książkę poczytać, coś zjeść. Rzeczy, wydawało by się nie możliwe do zmiany jednak są inne. PKP kojarzone z brudnymi pociągami i wiecznymi spóźnieniami już przestaje takie być. Dworce kolejowe się zmieniają, pociągi może jeszcze nie jeżdżą szybciej niż dawniej, jednak są czystsze i bardziej punktualne. Można zjeść dobrą zupę, świeżą kanapkę, a co najważniejsze rozprostować nogi, nie robiąc przerwy w podróży.

W Poznaniu wysiadamy z pociągu, tradycyjnie śpimy w hotelu Novotel nad Maltą. Trzeba się jakoś do niego dostać. Gadżeciarz „rozkminia” aplikację do zamawiania taxi, udało się. 🙂 W między czasie druga połowa „rozkminia”, że w weekendy jeździ autobus do Nowego Zoo i zatrzymuje się prawie przy samym hotelu. Podjedzie za 10 minut… No ale taksówka już załatwiona.

Po kilkunastu minutach jesteśmy na miejscu. Zostawiamy bagaże, idziemy odebrać numery.

Biuro zawodów

W tym samym miejscu co w zeszłym roku, obok stoisko promocyjne Puma, dalej widać samochody testowe BMW. Nie po to tutaj przyszliśmy, trzeba numer odebrać. 🙂 W tym roku na starcie ma stanąć 6000 osób, organizacja biura jest trochę inna. Przed wejściem na piętro trzeba wypełnić oświadczenie. Szybko uzupełniamy co trzeba, idziemy na górę. No i lipa, połowa ma dobrze, a druga połowa tylko połowę, wracamy, trzeba uzupełnić. Idziemy znowu do biura i znowu lipa, połowa ma dalej dobrze, a duga połowa 3/4. Cóż do trzech razy sztuka. 🙂

Odebranie pakietów zajęło nam kilka minut. Najpierw numer, poźniej torba na depozyt z kilkoma informacjami, puszką nowego RB, poźniej koszulka. Mamy wszystko, idziemy zbierać siły na jutro. Za oknem pada i trochę wieje.

Biegniemy dla tych, którzy nie mogą

W niedziele pogoda taka sobie, na szczęście nie pada. Śniadanie i powoli, bardzo powoli szykujemy się do startu. Zaczynamy o 13.00, razem z pozostałymi 23 lokalizacjami. Czasu mamy co niemiara. W tak zwanym między czasie okazuje się, że nie wszyscy mają to co trzeba na taką pogodę. Pamiętacie? Już kiedyś tak było. 🙂 Na szczęście udaje się wszystko jakoś w miarę „połapać”. Wychodzimy z hotelu i po 10 metrach wracamy, jednak trzeba coś włożyć na siebie przed startem. Niektórzy mają co, inni muszą kombinować. 😉

Nad Maltą już trwa rozgrzewka, biegacze zajmują o wiele więcej miejsca niż w 2014 roku. Wtedy było nas trochę ponad 1000 osób, nikt nie bardzo wiedział o co chodzi w tym biegu. W tym roku, było więcej chętnych niż pakietów startowych.

Ustawiamy się w swoim sektorze, prawie, swoim. Jednak nie będziemy już pchać się na koniec.

Godzina 13.00 – ruszamy, Ci z pierwszego rzędu odrazu pędem, my powolutku, przesuwamy się z innymi, nie przyjechaliśmy bić rekordów. Początek nerwowo, ilość startujących powoduj, że jest przez pierwszy kilometr dosyć ciasno. Niektórym się wydaje, że są bardzo szybcy, my staramy się trzymać równe tempo.

Wybiegamy z nad Malty i ruszamy w dobrze nam znaną trasę. Cel mam prosty 10 km. Nie będzie z tym kłopotu. W pewnej chwili biegnie nam się tak dobrze, że mamy tempo na 15 km. Zwalniamy… Na moście Królowej Jadwigi zaczyna nam się chcieć do łazienki, ok, zaraz będzie punkt z piciem i toitoi, wytrzymamy. Połowa biegnie, a połowa odpoczywa w plastikowym pudełku. 🙂 Poźniej szybka pogoń i biegniemy dalej razem.

Punkty z piciem nas nie bardzo interesują, mamy ze sobą izotonik do Enervit, nie ma też upału.

Ucieczka

Tak jak planowaliśmy, Adam Małysz w samochodzie pościgowym zaczyna nas doganiać tuż przed 10 kilometrem. Postanawiamy nie poddawać się zbyt łatwo. Biegniemy już dosyć szybko, jednak „połowa” może szybciej. 😉 Postanawiamy się rozdzielić i umawiamy się na spotkanie przy „wodopoju”. Włączamy 5 bieg, górka, robi się wąsko, prawie każdy chce sobie zrobić zdjęcie z samochodem, który go łapie, a rowerzyści proszą o bieg jak najbliżej prawej strony. Staramy się biec ile sił w nogach. Uciekamy tak przez prawie kilometr. Pod sam koniec wyprzedza nas długonoga dziewczyna, nie mamy już siły jej dogonić była lepsza od nas o kilka metrów. 🙂

Chwila odpoczynku i wracamy lekkim truchtem w przeciwnym kierunku, trzeba zebrać obie połowy znowu w jedną całość. 🙂

Nie bez przygód spotykamy się przy bananach.

Izotonik, czekolada, woda, czekamy na autobus. Podjeżdża, udało nam się, drzwi zatrzymują się koło nas. Udaje nam się nawet mieć miejsca siedzące. 🙂 Kierowca zamyka drzwi i ruszamy. Nic z tego, opony ślizgają się, na skórkach od banana? Trochę śmiechu i po chwili naprawdę ruszamy. Kilka minut i jesteśmy nad Maltą.

Wręczenie medali

Wysiadamy z autobusu, można wziąć izotonik, wodę, koc termiczny i udajemy się w kierunku startu. Wolontariusze zakładają każdemu medal na szyję, na telebimie relacja z całego Świata. Polacy w czołówce. Zabawa trwa w najlepsze.

Idziemy zjeść makaron, tak jak przypuszczaliśmy dla osób nie jedzących glutenu jedynym rozwiązaniem sam farsz. Smaczne, ciepłe, szybko kończymy jednak delektowanie się jedzeniem, pogoda nie jest wiosenna. 🙂 W tym roku końcówkę biegu będziemy oglądać w hotelu na Red Bull TV i TVN24.

Wyniki, wypada coś napisać…

Nasze cel zrealizowaliśmy, kilometry się zgodziły, dołożyliśmy cegiełkę do światowego projektu, super się bawiliśmy. Teraz pora wrócić do domu, może w końcu pogoda zacznie dopisywać i będziemy mogli więcej pojeździć na rowerze. Mamy zaplanowanych dużo wycieczek dla tych co jeżdżą z elektrycznym wspomaganiem też. 🙂

W tym roku Polacy rządzili w Wings for Life. O tym jak było w Mediolanie możecie poczytać na blogu Bartka Olszewskiego, wśród kobiet najlepsza była Dominika Stelmach.

Do zobaczenia za rok. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.