fbpx
Wings For Life 2016

Nasze obawy o zdrowie nie były bezzasadne, jednak biegniemy dla tych, którzy nie mogą.

Zdrowie

W czwartek przed Wings For Life budzimy się z bólem gardła… nic to, idziemy zrobić trening, jedziemy do Niepołomic, jedne z lepszych terenów do biegania w okolicach Krakowa. Trochę asfaltowych dróg, trochę szutrowych, a co fajne, dużo leśnych ścieżek z miękkim podłożem. A tak naprawdę najważniejsze – w miarę płasko, można robić różne treningi oprócz stromych podbiegów pod górę (delikatne są 😉 ). Trening udany, jedziemy po jakieś lekarstwa na gardło, pewnie alergia.

Piątek i wizyta na odczulaniu zmieniają nasz pogląd na temat alergii, stan zapalny gardła, kolejne lekarstwa, dużo witaminy C i może jakoś to będzie.

Sobota, gardło boli, rano Skandia Marathon, kibicujemy i zaraz po starcie wszystkich dystansów jedziemy do Poznania. Droga mija w miarę szybko, mimo, że to jedno z miast do których z Krakowa dalej źle się jeździ to i tak coraz lepiej, po 6 godzinach jesteśmy w Novotelu nad Jeziorem Maltańskim. Szybki check in i lecimy odebrać numer, wszystko szybko i sprawnie, w drodze powrotnej spotykamy znajomych i umawiamy się na jutro.

Niedziela, zaraz po śniadaniu wizyta w aptece, szału nie ma, jednak biegniemy dla tych, którzy nie mogą, trzeba się szykować na start.

Start jak dla nas dosyć późno, godzina 13.00, o tej samej porze bieg startuje jednocześnie w 33 krajach, na 6 kontynentach. Tak więc niektórzy starują w dzień inni nocą. Może trzeba pojechać w przyszłym roku do innego kraju, żeby wystartować rano? 🙂

Biegniemy dla tych, którzy nie mogą

Plan na bieg dosyć prosty, robimy ostatni ważny trening przed Rygą. Pierwsze 8 km spokojnie, a później zaczynamy co kilometr przyspieszać, aż złapie nas samochód. Na starcie super atmosfera, pogoda cudowna, może odrobinę za ciepło, jednak nie gorąco. Zaczynamy z dwoma koleżankami, które chcę pobić rekord z poprzedniego roku, a po 8 km odłączymy się. Jakoś nie możemy się na początku dogadać co do tempa. Nie możemy się dopasować, jednej za szybko, drugiej niby też ale sama wyrywa się do przodu, może dlatego, że obie bardzo towarzyskie i biegną ze słuchawkami na uszach… Na piątym kilometrze podejmujemy wspólną decyzję z dziewczynami, one zostają w ToiToi, a my lecimy dalej 🙂 . Zaczynamy powoli realizować trening.

Co kilometr staramy się zwiększać tempo, gardło jakoś się uspokoiło, fajnie się biegnie, Poznań kibicuje, słońce świeci, jest super, kolejny kilometr, znowu szybciej, łapiemy czekoladę, banana, biegniemy dalej. Następny kilometr, znowu szybciej, kurcze, gdzie ten samochód, plan trochę się sypie coś źle to obliczyliśmy. Po chwili namysłu dochodzimy do wniosku, że nie może być inaczej, skoro mieliśmy przyśpieszać od 8-go kilometra, a zaczęliśmy od 5-go to nie może się zgadzać 😀 .

Rozmowy sportowców 😉

W końcu słychać, że samochód jest coraz bliżej. Postanawiamy trochę zwolnić i na ostatnich kilkuset metrach dać naprawdę dużo. Rozpędzamy się, dogania nas jeden z rowerzystów, dopinguje, nie jest źle, nawiązujemy dialog:

Rowerzysta –  ej, uciekasz Małyszowi, jak tak dalej będzie to Cie nie dogoni

My –  no co Ty?

Rowerzysta – ile chciałeś przebiec?

My – 14 km

Rowerzysta – to będzie więcej

My – wiem

Rowerzysta – to rekord?

My – nie, to trening przed połówką, bujaliśmy się do 5-go kilometra, a później zaczęliśmy przyspieszać.

Rowerzysta – super

My – stary, koniec, już nie damy rad…

zwalniamy, przechodzimy do marszu, po kilku sekundach mija nas samochód prowadzony przez Adama Małysza.

Powroty

Zastanawiamy się w którą stronę iść do autobusów… Decydujemy się iść przed siebie, podobno za chwilę jest bufet. Docieramy na miejsce, banany, czekolada, rozciągamy się, pierwsze autobusy odjeżdżają, czekamy na następne. Swoją drogą to mega trudne wyzwanie logistyczne, nie wiadomo ile osób gdzie odpadnie w czasie biegu, gratulacje dla organizatorów za naprawdę dobre rozwiązanie i szybki transport na Maltę.

Recovery?

Po dotarciu na miejsce odbieramy swoje rzeczy, ubieramy bluzę i idziemy na makaron. Spotykamy koleżanki, są zadowolone z wyniku, stoimy w kolejce, gadamy słońce, sielska atmosfera. Idziemy usiąść pod telebimem i oglądamy biegi z innych lokalizacji, powoli docierają kolejni uczestnicy, wszyscy dostają piękne medale, a na Świecie rządzą Polacy. Wygrywali nie tylko w Poznaniu, ale też w Rouen, Bredzie, Melbourne i Niagara Falls, a Bartek Olszewski, zwycięzca z Poznania z przed roku zajął ostatecznie 2-gie miejsce na Świecie! Bartek pokonał 82,411, zwycięzca Giorgio Calcaterra, startujący w Mediolanie zawodnik pobił rekord Wings for Life World Run pokonując 88,44 km.

W biegu na całym Świecie stratowało ponad 130 tysięcy biegaczy z czego w Poznaniu ponad 4 tysiące.

My już jesteśmy zapisani na następny rok, a Ty? Jeżeli tego nie zrobiłeś, to zrób tutaj.

do zobaczenia w Poznaniu 7-go maja 2017 🙂 .

Gardło nie przestało boleć, raczej jest gorzej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.