fbpx
Bieg Piastów Wirtualnie

Przygody zaczęły się od zapisów, mamy pandemię i Bieg Piastów miał odbywać się wirtualnie, cokolwiek to znaczy. Regulamin biegu, też jakby wirtualnie, prawie w ogóle się nie da czytać, wyrazy połączone ze sobą tworzące takie zbitki jak:

Pomocwpowrociedoaktywnościfizycznej,zaprzestanejwzwiązkuzobowiązującymiograniczeniami

czy

samodzielniepokona całątrasę.

I jeszcze jeden nowy wyraz:

PozweryfikowaniuwszystkichtrackówGPX/TCXuczestnikzostaniewpisanynaodpowiedniąlistęuczestników.

Trochę na czerwono, trochę pokreślone, jeden wielki chaos, nie dało się tego czytać i nie doczytaliśmy do końca.

Jak można pobiec

Bieg Piastów można było pobiec w 100% wirtualnie na dowolnej trasie. Później wgrać plik do datasport lub pobiec z aplikacją Biegu Piastów. Można było też pobiec na jakuszyckich trasach. Zdecydowaliśmy się, że biegniemy w Jakuszycach, z numerami. Rejestrujemy się na tronie, płacimy za bieg. Do dzisiaj nie dostaliśmy żadnego potwierdzenia, że zostaliśmy zapisani. Tylko potwierdzenie z systemu płatności o dokonanej zapłacie. Skoro zapłacone, to jest szansa, że gdzieś na jakiejś liście się pojawimy i może ktoś da nam numer. Jak nie ma nas na liście, to mamy potwierdzenie zapłaty, może ktoś nas dopisze.

Odbiór numerów

We wtorek wróciliśmy do Polski, w środę wieczorem byliśmy w Szklarskiej Porębie w naszym małym, zimowy mieszkanku w Solo. W czwartek idziemy po numery. Odbiór numerów w hotelu Bornit, wchodzimy do pomieszczenia w którym jest jakiś, stragan na którym są rzeczy Biegu Piastów, odżywki, nie skupiamy się na tym za bardzo, chcemy odebrać numery i wracać. I tutaj zaczyna się ciekawa rozmowa.

My: dzień dobry

Pan: dzień dobry, słucham

My: chcemy odebrać numery na 50 km

Pan: trzeba pokazać kod

My: nie dostaliśmy żadnego email z żadnym kodem, w ogóle nie dostaliśmy żadnego email, że ktoś nas na zawody zapisał – już zaczynamy być nerwowi.

Pan: proszę pokazać aplikację

My: jaką aplikację

Pan: aplikacje Biegu Piastów

My: nie mamy

Pan: bez aplikacji nie można biec (sic!)

My: dlaczego? – tutaj już byliśmy bliscy wybuchnięcia…

Pan: no jakąś aplikację trzeba mieć…

My: no jakąś mamy

Pan: poproszę o nazwisko.

Kompletnie bezsensowna dyskusji, z kimś kto albo nie wiedział o czym mówi albo chciał nam za wszelką cenę coś udowodnić… Nazwisko zostało przez pana 3 razy przekręcone, ok, jak się mówi w maseczce to źle słychać. Na szczęście jakaś miła pani mu pomogła i odebraliśmy nasze pakiety startowe. W pakiecie mamy medal, który w regulaminie podobno jest nazwany medalem pamiątkowym… nie chce nam się tego komentować.

Bieg Piastów – wirtualnie, zapis trasy

Teraz trochę o aplikacjach. według pana z biura trzeba mieć aplikacje Bieg Piastów, jednak w ty. nieczytelnym regulaminie można przeczytać, że wystarczy zgrać dowolny plik GPX lub TXC. My mamy Strava i będziemy mogli nasz wynik wyeksportować w postaci pliku GPX i wgrać do datasport, która zajmuje się obsługa „zawodów”. Drugiej połowie postanawiamy zainstalować aplikację Bieg Piastów i połączyć z kontem w Polar Flow. Jesteśmy gotowi i postanawiamy pobiec w sobotę, prognoza pogody zapowiada piękny dzień. Bo, abyście wiedzieli, mimo, że w wyznaczone przez organizatora dni będzie pomiar czasu, będą mierzone również między czasy, to i tak trzeba udowodnić plikiem, że się biegło. 😅

Ostanie przygotowania

W piątek zawozimy narty do Mariusza Jasińskiego, tradycyjnie zresztą, wieczorem jemy makaron. Później przyszykowanie ubrania na rano, batonów na drogę, planujemy jeść co około 45 minut. W sobotę chcemy być na starcie koło godziny 7:00.

„zawody” Bieg Piastów – wirtualnie

Oficjalny pomiar czasu jest od godziny 8, jednak skoro i tak mamy wgrać plik, żeby udowodnić, że przebiegliśmy trasę to postanawiamy biec jak najwcześniej, kiedy będzie jeszcze zmrożony śnieg i mniej ludzi. Kilka minut po 7 ruszamy i jak później się okazuje nie jesteśmy jedyni, którzy postanawiają tak wcześnie ruszyć. Przy Orlu jesteśmy przed godziną 9:00. Wolontariusze KGHM już są i serwują herbatę, są też banany i piszinger. Pojawiają się zawodowcy, łapiący kubek w biegu, pijący i wyrzucający go kilkadziesiąt metrów od punktu. Oczy wychodzą nam z orbit, przecież to nie zawody! A i na zawodach nie powinno się śmiecić… Szybko coś zjadamy, pijemy i ruszamy dalej. Wolontariusze życzą nam powodzenia.

Zaczyna się robić niebezpiecznie

Na trasie zaczyna się robić tłoczno, trochę turystów, trochę „zawodników”. Jednak nasza trasa prowadzi w kierunku Samolotu przez trasę Volvo i tam jest na szczęście spokój. Trafiamy na Samolot, a tam wesoła ekipa z Jeleniej Góry serwująca podobny asortyment jak w Orlu, jednak proponując różne trunki. My zamawiamy colę z rumem i dostajemy… kubek herbaty. 😉 Teraz trochę pokręcimy się na trasach przy Samolocie, obiegamy dookoła Krogulec, w dół Samolotem. Później znowu szybko w lewo i powrót na Samolot, żeby zacząć zjazd w kierunku Orla.

No i to był najgorszy moment biegu. Ktoś musiał długo myśleć, żeby wpaść na pomysł puszczenia tras a przeciwnych kierunkach. Na tej trasie są niebezpieczne zakręty, gdzie jadąc w dół jedzie się szybko, jest wyślizgane przez hamujących, a na dodatek jest wąsko. Nie dosyć, że trzeba było uważać bardziej niż zwykle jadąc, to trzeba było brać poprawkę na podbiegających zawodników, którzy nic sobie nie robili z tego, że ktoś jedzie z góry. Naprawdę było niebezpiecznie…

Końcówka

Po zjeździe zaczyna się tak naprawdę najtrudniejsza część trasy, mamy już ponad 30 kilometrów w nogach i długi podbieg do Kopalni. Prawie 7 kilometrów i prawie 200 metrów przewyższenia z krótkimi zjazdami po drodze. Dobiegamy do Rozdroża pod Cichą Równią i kolejne zaskoczenie, punkt z herbatą, którego nie miało być. Miło, jednak nie do końca, okazuje się, że trzeba mieć swój kubeczek, chyba coś takiego było w pakiecie i podobno jest to napisane w regulaminie. Dla przypomnieć, tym w którym pojawiały się takie słowa: samodzielniepokona. Na szczęście obsługa częstuje nas herbatą, tylko po co znowu udowadnianie, że się ma nad kimś władzę? Tak samo jak w biurze…

Od tego momentu biegnie z nami jeden pan, który nie do końca zna trasę. Podbiegamy do Kopalni, zjazd do torów przez Dzielne Klapki i Zimową PKO BP. Szybko zleciało i teraz ostatnia mała górka, później podbieg przez Bez Łaski. Szybciutko na górę, do Rozdroża i jedziemy do mety. Tam już herbaty nie bierzemy, nie mamy w końcu kubeczków. 😂 Robimy sobie zdjęcie z medalami i kończymy sezon w Jakuszycach…

Bieg Piastów – wirtualnie i upragniona metą

Na całą trasę potrzebowaliśmy około 5 godzin. Na koniec się okazało, że trzeba jeszcze zalogować się do datasport, żeby zaakceptować wynik z Polar Flow, podobno miało to być automatyczne… Cóż przez moment wyglądało na to, że naprawdę pobiegliśmy Bieg Piastów wirtualnie i na liście osób, które ukończył też pojawiamy się wirtualnie…

Generalnie z biegu jesteśmy zadowoleni, pogoda sprzyjała, Druga Połowa spełniła swoje marzenie. A organizacja… cóż, bylejakość, a tłumaczenie się pandemią nie ma sensu, bo mamy porównanie z Vasaloppet.

Czy wystartujemy jeszcze w Biegu Piastów? W takiej formule z pewnością nie.

This Post Has One Comment

  1. […] Zakończeniem sezonu w Jakuszycka miał być bieg z Drugą Połową na 50 km. I tak naprawdę to nas kompletnie rozczarowało. Spodziewaliśmy się conajmniej tak fajnej przygody jak na poprzednich Biegach Piastów. Jedak prawie wszystko co dało się popsuć, zostało popsute i gdyby nie cudowna pogoda to nie było by wiele pozytywów. O tym możecie przeczytać w osobnym wpisie. […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.