fbpx
Bieg Konstytucji

Bieg Konstytucji 3-go Maja – miał to być mały sprawdzian formy przed połówką w Rydze, a przy okazji pierwszy w życiu bieg na 5 km na trasie z atestem PZLA (czyli wiadomo, że to 5 km, a nie 5,5 albo 4,8). 😉

Majówka w Stolicy

Majowy weekend w Warszawie z pogodą w kratkę. Upałów na pewno nie było – plany treningowe mimo to jakoś udawało się realizować. Przepowiednia pogody na wtorek – przed południem deszcz. Ok, jak będzie lało nie biegniemy, szkoda się przeziębić przed Rygą. Wstajemy rano, szybkie spojrzenie przez okno: chmury są, ale nie leje… Leniwie się zbieramy… Okazuje się, że w sumie nie mamy ze sobą ciuchów na start. 🙂 Na szczęście w szafie są jakieś inne spodenki i koszulka, więc nie jest źle.

Jedziemy na start, postanawiamy zaparkować w okolicach stadionu Legii. Są tam dwa duże parkingi, więc powinno być łatwo. Do samochodu na wszelki wypadek zabieramy jeszcze cienką kurtkę z Primaloft. Parkowanie udało się szybciutko załatwić, miejsca pod dostatkiem, idziemy zobaczyć start i wrócimy się przygotować. Kurtka okazała się zbędna, robi się ciepło…

Dojście do startu słabo oznaczone, przedzieramy się przez jakieś krzaki. Chyba organizator zakładał, że startować będą tylko mieszkańcy Warszawy i sobie poradzą… Oglądamy start u podnórza zamku Ujazdowskiego – początek bardzo wąski, trzeba będzie uważać. Wracamy do samochodu, szybko się przebieramy, zakładamy pasek od tętna, przypinamy numer i idziemy robić rozgrzewkę. Coraz cieplej, nareszcie prawdziwa wiosna w powietrzu.

Trochę truchtamy, rozciągamy się, patrzymy…. będą pacemakerzy! Ok. Postaramy się przytrzymać tych na 22.30. 🙂 15 minut przed startem żel Enervit, pewnie na taki dystans zupełny zbytek, ale działa na głowę. Podchodzimy do chłopaków zapytać jak będą prowadzić grupę, bo na trasie mamy podbieg Agrykolą. Mówią, że chcą zacząć pierwsze dwa kilometry po 4:25, bo później to na podbiegu się wyrówna. Ok, już wiemy, pasuje.

Zbliża się 11.00. Rozgrzewka grupowa poprowadzona przez instruktorów Biegam bo Lubię. Kilka słów od jakichś oficjeli. Za bardzo nie słuchamy – później hymn i rusza pierwszy sektor na wystrzał armaty. Kilka minut później my.

Jak zwykle czyli nie znamy swoich możliwości

Start tak jak myśleliśmy: nerwowy. Przepychanki na początku. Po zakręcie w prawo już lepiej ale niektórym sił zabrakło i przechodzą do marszu. Czy w Polsce naprawdę nie można się ustawić zgodnie ze swoimi możliwościami? Bo jak wytłumaczyć to, że po 500 metrach są tacy co już do marszu przechodzą… Patrzymy cały czas za balonikami, staramy się trzymać dystans około 15-20 metrów. Pierwszy kilometr zgodnie z planem, nagle baloniki się zaczynają się gwałtownie oddalać po skręcie w Czerniakowską… Przyspieszamy, jakoś dziwnie szybko się robi… Drugi kilometr dobrze poniżej 4:20… Za chwile okazało się, że to było jednak dla nas za szybko, pod Agrykolę już nie udało się utrzymać tempa, trzeba było zwolnić… Powtórka z Biegu Zbójników? Trochę tak…

Aleje Ujazdowskie. Płasko, gnamy. Staramy się odrobić stracony czas, bo trzeci kilometr w 5:30… Masakra, pali w nogach, pić się chce, a do mety jeszcze kawałek… Nawrót o 180 stopni w prawo, zakręt w lewo, zbieg w dół, trochę siły zaczynają wracać, jednak na ostatnich metrach, kiedy wielu biegaczy przechodziło do sprintu my lecimy na oparach. Nie ma z czego przyspieszyć, mimo, że w około ludzie krzyczą, „dajesz, dajesz, już niedaleko…”

Impreza bardzo fajna, super kibice na całej trasie i co najważniejsze: dopingujący! Trzeba mieć nadzieję, że „dobra zmiana” nie zlikwiduje „maratonu” 3 maja.

O wyniku lepiej nie pisać, było poniżej 24 minut. Jednak optymizmu brak, zobaczymy jak uda się przepracować ostatnie dni czy praca nie da za bardzo w kość i w Rydze dać z siebie wszystko. Fajnie było by poprawić wynik z Wiednia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.