fbpx
40 Sty Bieg Piastów: Czy Da Się Coś Naprawić W Tydzień?

40-sty Bieg Piastów: czy da się coś naprawić w tydzień? W ciągu tygodnia potrafi się wszystko zmienić. 🙂 Po Biegu Zbójników trudno było powiedzieć, że humor dopisuje, a i że Bieg Piastów uda się skończyć z dobrym wynikiem. Jednak postanowiliśmy sprawdzić, czy da się coś naprawić w tydzień.

W poniedziałek, przed Nocną Dziesiątka, trudno było powiedzieć, że uda się skończyć, tak – skończyć (!), bieg w dobrej formie, a co dopiero z jakimś przyzwoitym wynikiem. Poniedziałek był jednak szalony. Pogoda pod psem. Pada mokry śniegu. Więc: postanawiamy kupić narty bez łuski. Szybka wizyta w sklepie Rossignol: mają dwie pary. Bierzemy obie, żeby sprawdzić która będzie lepsza dla naszej wagi. Pada na krótszą. Wizyta w zaprzyjaźnionym serwisie i kolejne badanie: jednak nie jest to idealny wybór. Jeszcze raz, ok, jednak będzie dobrze. Montujemy wiązania. Kilka prób na śniegu. Pierwszy raz na nartach ze smarami podbiegowymi, a nie z łuską. Mariusz musiał mieć niezły ubaw. 🙂 Decyzja zapadła, smarujemy na wieczorny start.

Pogoda jak rok wcześniej: pada śnieg.

W tym  roku jednak wiadomo o tym na długo przed startem – rok temu zaczął po 2 minutach biegu. Wiadomo było, że będzie ciężko. Trasa prawie ta sama co w zeszłym roku, ale dochodzi dobrze nam już znany fragment „trasa Adama”. Idziemy na start, niewiedząc na co możemy liczyć. Po sobocie wiadomo, że forma w lesie, nowe narty, nowe buty! I ten śnieg… Kładziemy narty w torach i na rozgrzewkę. Wracamy – narty zasypane… Będzie zabawa. Ruszamy ze startu. Kilka osób znanych z widzenia. Początek Górnym Duktem, stromy, biegniemy z dwoma dziewczynami i dwoma chłopakami. Trudno coś o nich powiedzieć – w świetle czołówek i padającym śniegu nie da się nawet stwierdzić w jakim są wieku. Skręt w lewo, zjazd na Jelenie Łąki. Jedna dziewczyna upada tuż przed nami, na szczęście udało się uniknąć kraksy. Podbieg na Jelenich: narta w torach się ślizga, szybko wychodzimy na bok, zalodziło narty… No tak, leszcz na sportowych nartach, nie wiedział co robi.

Z górki na pazurki.

Na szczycie udało się to jakoś oczyścić, teraz piec w dół Dolnym Duktem – jeden facet, dwie dziewczyny – ta co wywróciła się dojechała do nas. Facet wolno. Każdy z nas próbuje wyprzedzić, ale każde wyjście ze śladu to jakby ktoś złapał za nogi. W końcu wiedząc, że będzie minimalnie stromiej decyduje się na szarżę.  Udało się. O koszcie sił przekonamy się jednak za chwilę. Dziewczyny ruszyły za nami, zaczynamy zostawiać faceta. Łącznik do Polany Jakuszyckiej. Zaczyna nas doganiać jakiś biegacz. Tuż przed wbiegnięciem na trasę Adama. Rzuca się dziwnie przebierając nartami i wyprzedza. I dziewczyny i nas. My wszyscy spokojnie, dając mu szanse, bo na Adamie technicznie, a szkoda byłoby się na nim zatrzymać. Facet ustał, przejechał wszystkie trudności. My niestety  – przez wcześniejsze wyprzedzanie – na końcu tej grupki. Na samej Polanie nie było najmniejszego sensu wyprzedzać: jeden tor, a obok już 5 cm świeżego śniegu.

Zdziwienie

Meta, no i zdziwienie, super wynik! Jesteśmy w pierwszej trzydziestce! Mimo, że trasa dłuższa to lepszy czas niż rok temu! Z uśmiechem na twarzy idziemy podziękować Mariuszowi za przygotowanie nart i umówić się na środę. Wtorek ma być dniem wolnym.

40-sty Bieg Piastów: czy da się coś naprawić w tydzień?

Wtorek dzień wolny. Odpoczywamy od sportu i zajmujemy się pracą., Cały dzień przed komputerem. Środa, chcemy sprawdzić trasę dookoła Kozińca i z Orla wrócić do Jakuszyc – jakieś 18 km. Narty w dół jadą super, na podbiegach też w miarę ok. Technika coraz lepsza. Prawda jest bowiem taka, że na tych nartach trzeba odrobinę inaczej biegać niż na łuskach. Czwartek chcemy zrobić drugą cześć trasy, podbieg do Kopalni Stanisław, zjechać Zimową PKO BP i wrócić przez Bez Łaski, ale zjechać Górnym Duktem zamiast Dolnego, żeby mniej się zmęczyć oraz sprawdzić jak szybko jest na zjeździe. W sobotę będziemy nim biec po starcie. Wieczorem idziemy jeszcze zrobić zakupy Enervit na start. Michał nam wszystko wybrał – przy okazji zapas izotonika na następny miesiąc.

Piątek dzień odpoczynku. Od rana kłopoty z żołądkiem, zwalamy to na gruszki zjedzone dzień wcześniej, ale prawda zapewne jest inna. Już zaczynają się przedstartowe nerwy. Jednak to, co możemy powiedzieć, to to, że cały tydzień został dość dobrze przepracowany. Chyba jednak można powiedzieć, że da się naprawić sprawy w tydzień. Polar mówi, że koło 21.30 będziemy w stanie równowagi, więc może będzie dobrze. Idziemy zobaczyć start 25 km klasykiem, popatrzyć na zawodowców, których raczej w sobotę nie będziemy oglądać w akcji. Na obiad kasza z jajkiem, wieczorem makaron z tuńczykiem, małe piwo, spacer i idziemy spać.

Noc w miarę dobrze przespana, można powiedzieć nadspodziewanie! Śniadanie: owsianka, drożdżówka, herbata. Idziemy chwile odpocząć, przebrać się i powoli w kierunku startu.

O tym, jak było na trasie samego, głównego, biegu, który ostatecznie odbył się na dystansie 50,5 km napiszemy już niedługo. Teraz jeszcze musimy trochę odpocząć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.